6F5F592B-9338-4E65-9F38-5903A4A1854C

 

Ocena: 9/10
Autor: Katherine Webb
Wydawnictwo: Insignis
Oprawa: miękka
 Liczba stron: 480

 

Wspominałam Wam ostatnio, że mam świetną passę, jeżeli chodzi o recenzenckie egzemplarze. Jednak jak to w życiu często bywa, kiedy się czymś pochwalę to albo nic z tego nie wychodzi, albo dobra passa się kończy. Tak więc „Angielkę” autorstwa Katherine Webb brałam do ręki z drżącym sercem – w końcu jak długo może być świetnie? Kiedy Wydawnictwo Insignis zaproponowało mi napisanie recenzji tej powieści nie mogłam się oprzeć. Wszystko mi się w niej podobało: projekt okładki, jej kolorystyka, a przede wszystkim opis książki. Czy może być lepsze miejsce na wakacyjna literacką podróż niż gorące piaski pustyni i orientalny klimat Omanu? A wszystko to w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku. No sami powiedzcie, kto nie połasiłby się na podróż w czasie do Baśni Tysiąca i Jednej Nocy? Na pewno nie byłabym to ja 🙂
Ale po kolei.

 

BOHATEROWIE

Joan Seabrook – młoda archeolożka, której wielkim marzeniem było dotknąć stopą pustynnego piasku, odkąd po raz pierwszy usłyszała opowieści swojego ojca o bajecznym Oriencie.
Maude Vickery – legendarna odkrywczyni, pierwsza kobieta, która zdobyła pustynię (inspirowana autentyczną postacią Gertrudy Bell).
Mamy tu także bohaterów męskich: Rory – narzeczony Joan, Daniel – jej brat, Charlie – syn dawnej miłości Maude i kilka innych, mniej lub bardziej istotnych postaci, które bez względu na wielkość swojej roli, dodają powieści kolorytu.
FABUŁA
Joan od najmłodszych lat zafascynowana jest Orientem, dzięki opowieściom snutym przez ojca: o dżinach, Aladynie, malowniczych meczetach, rozległych pustyniach bez granic. Marzenie zobaczenia tego na własne oczy determinuje całe jej życie. I wtem mamy rok 1958. Dorosła Joan, świeżo upieczona archeolog, wraz z narzeczonym Rorym, wyrusza w podróż życia do Omanu, by spotkać się ze swoim bratem, Danielem, wojskowym stacjonującym właśnie na terenie tego egzotycznego państwa, a przede wszystkim ze swoją idolką, wielką pionierką i podróżniczką, Maud Vickery. Rzeczywistość jednak rozczarowuje Joan. Nikt nie traktuje jej poważnie, a sama Maud określa ją pogardliwym mianem „turystki”. Kiedy już wydawać by się mogło, że to za czym dziewczyna przez całe życie goniła, jest tylko iluzją, nagle otrzymuje propozycję, która zaważy na jej przyszłości…
Równocześnie prowadzona jest opowieść dotycząca naszej drugiej bohaterki, Maud Vickery. Jej akcja rozpoczyna się w 1890 roku. Mamy tu do czynienia z zamkniętym w sobie dzieckiem niezwykle bogatych rodziców, które wciąż próbuje dorównać braciom, w celu zadowolenia surowego ojca, który to jednak w Maud właśnie widzi prawdziwy talent i inteligencję. Co sprawiło, iż pełna życia dziewczynka, a następnie kobieta, o której sukcesach mówił cały świat, stała się zgorzkniałą staruszką, zamieszkałą w pustynnym klimacie Maskatu, pragnącą jedynie zemsty?
DLA KOGO

Ta powieść dedykowana jest kobietom, myślę jednak, że i mężczyzna może wpaść w jej sidła. To pozycja niezwykle barwna, gdyż uświadczymy w niej i wątku romantycznego, ale także szeroko rozbudowanego wątku przygodowego, a nawet wojennego. Jeśli oczekujecie od książki akcji, emocji,  soczystego i egzotycznego klimatu – otrzymacie to wszystko, a nawet więcej! Idealna na lato, szczególnie, kiedy za oknem temperatura jak na Saharze. Cieszę się ogromnie, że wydawnictwo zdecydowało się na wydanie tej pozycji akurat teraz.
 
PODSUMOWANIE
Cóż mogę napisać? W „Angielce” zakochałam się z miejsca. Już po kilku pierwszych stronach wiedziałam, że nie odłożę jej, póki nie skończę. Wprawdzie odłożyć byłam zmuszona, bo moje życie, oprócz czytania, składa się też z obowiązków, jednak w każdej wolnej chwili dopadałam ją ponownie i zachłystywałam się tym klimatem, przygodą. Niezwykle barwne opisy natury, otoczenia, zachodów i wschodów słońca, gwieździstego nieba… Ach, czego w tej książce nie ma! Kolejna wyśmienita pozycja recenzencka i po emocjach, jakie mi zafundowała, nie obrażę się, jeśli kolejna będzie gorsza. Radości podczas czytania miałam w nadmiarze (o ile to w ogóle możliwe) 🙂
Na koniec mogę Wam z ręką na sercu rzecz, iż jest to jedna z lepszych tegorocznych premier wydawniczych. Jeśli jeszcze do tej pory zastanawialiście się, czy w nią zainwestować, moja odpowiedź brzmi: OCZYWIŚCIE! Przypomnicie sobie moje słowa, kiedy będziecie pożyczać ją mamie, babci i najlepszej przyjaciółce. Gdybym nie otrzymała „Angielki” od wydawnictwa, z całą pewnością i tak znalazłaby się na mojej półce.
Z pełną odpowiedzialnością bardzo Wam ją polecam 🙂

 

Wasza Margot

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Insignis.