12476349_1172165426156491_48030428_n

Kochani, wracam! To mój pierwszy post po prawie półtorarocznej przerwie. Dzięki Wam postanowiłam reaktywować bloga, ponieważ, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, instagramowe konto, które prowadzę spotkało się z dużym odzewem z Waszej strony 🙂

Jest mi niezmiernie miło, że doceniliście moją książkową obsesję i bardzo cieszę się, że wśród Was znalazłam tak wiele bratnich dusz, kochających książki równie mocno 🙂
DZIĘKUJĘ!
Z okazji pierwszego postu należy Wam się naprawdę świetna pozycja, dlatego po prostu muszę wspomnieć o przeczytanej ostatnio książce, która zwaliła mnie z nóg. A mowa o „Paryżu” Edwarda Rutherfurda. Wyobraźcie sobie, że czekała na mnie na półce prawie dwa lata! Dostałam ją w prezencie urodzinowym od mojego K. Nie mogę uwierzyć, że zdarzyło mi się przeczytać przez ten czas tyle gniotów, a na wyciągniecie ręki miałam taką perełkę.
Tak więc zabrałam się za nią niedawno, kiedy dopadło mnie choróbsko i wiedziałam, że dłuższy czas spędzę w łóżku. Potrzebowałam naprawdę dobrego przyjaciela 🙂 I nie zawiódł mnie.
„Paryż” przedstawia losy czterech rodów, które nieustannie, na przełomie epok – od średniowiecza po lata współczesne, splatają się ze sobą. Jest również, a może nawet przede wszystkim opowieścią
o mieście świateł, które pełni tu funkcję głównego bohatera obserwującego przez stulecia dramaty, wielkie miłości, wojny, życie codzienne swoich mieszkańców, jest miastem, które jak oni, przechodzi przeobrażenie ze zwykłej małej i błotnistej osady w jedno z najpiękniejszych miast świata (dla mnie
z całą pewnością najpiękniejsze).
Nie jestem w stanie wyrazić zachwytu nad tą pozycją. Czytam naprawdę dużo, nie czytam chyba tylko książek z gatunku s-f, choć i takie się u mnie w biblioteczce znajdują, ale nie pamiętam, kiedy ostatnio jakakolwiek książka tak bardzo mnie pochłonęła. Ryzyko było duże, ponieważ jest to książka ponad dziewięciuset stronnicowa, a że nawet najgorszą muszę doczytać do końca (taką mam czytelniczą zasadę), źle byłoby gdyby okazała się katastrofą.
To niesamowicie ciekawa powieść historyczna, dzięki której możemy z bliska przyglądnąć się choćby budowie Statuy Wolności (tak, tak, był to prezent Francji dla Stanów Zjednoczonych, wiedzieliście?) czy Wieży Eiffela. Mnóstwo w niej smaczków dla wielbicieli powieści historycznych, wielbicieli Francji i samego Paryża.
To książka, którą po prostu musicie przeczytać! Rekomendacją może być to, że na portalu Lubimy Czytać oceniłam ją na 10/10 i dodałam na półkę „Ulubione”, a robię to niezwykle rzadko, jestem wobec ulubionych książek bardzo wymagająca.
Podsumowując: jest to wspaniale napisana, epicka powieść historyczna, przy której zapomnicie
o otaczającym Was świecie – ciekawszy znajdziecie na jej kartach.
Ocena: 10/10
Autor: Edward Rutherfurd

Wydawnictwo: Czarna Owca (dawniej Jacek Santorski & Co.)
Oprawa: twarda
Liczba stron: 944