13022270_1197888436917523_596131733_n
Witajcie Kochani!
Pędzę z nowym postem, który planowałam od kilku tygodni. Musiałam jednak czekać, aż odwiedzę rodzinny dom, ponieważ to właśnie w nim zostawiłam górę ukochanych książek.
Bardzo chciałam Wam pokazać pozycje, które wywarły duży wpływ na moje późniejsze czytelnicze wybory. Te, które czytałam będąc zbuntowaną nastolatką (z niektórymi nawet spałam pod poduszką, co widać po ich stanie).
Tak, nie samym Harrym Potterem człowiek żyje, choć prawda – kocham go nad życie 🙂
Zapraszam do mojego królestwa 🙂
Pierwszą książką, którą chcę Wam przedstawić jest książka WYBITNA, książka najwyższych lotów, po lekturze której nie zadowolicie się byle jaką powieścią. O nie, moi drodzy.
Wiem już, że część z Was już ją czytała i podziela moją opinię. Nie może być inaczej, bowiem Antoni Libera w swojej „Madame”, serwuje czytelnikom prawdziwą ucztę literacką! Cóż za przepiękny styl!
Madame – piękna, tajemnicza nauczycielka i zadurzony w niej młody chłopak: czarujący, niezwykle wrażliwy, inteligentny, nad wiek dojrzały, intrygujący Madame, a z czasem budzący jej sympatię. Zauroczenie powodujące niemalże manię, a tropienie faktów z życia nauczycielki staje się treścią życia głównego bohatera. Nie zdradzę nic więcej. MUSICIE PRZECZYTAĆ 🙂 Książka dla wrażliwców z artystyczną duszą.
O jejku, jak ja kocham tę książkę! Aż musiałam sobie zrobić kilka dni przerwy w pisaniu tego postu, żeby skupić się i napisać coś sensownego o „Lali”. Coś, co byłoby adekwatne do jej wspaniałej treści. Nie wymyśliłam niczego! Książka albo się podoba albo nie, albo się ją przeżywa, albo nie. Ta książka sprawiła, że z każdą stroną mój apetyt na nią rósł, po każdym skończonym rozdziale wydawałam z siebie same „ochy” i „achy”. Jak więc można o niej tak po prostu coś napisać? W skrócie. Tytułowa Lala to ukochana babcia autora. Opisuje on jej życie, ale nie jest to jakaś zwykła biografia. To przede wszystkim przepiękna, podkreślam PRZEPIĘKNA proza. Autor zamienia się w gawędziarza i głos oddaje kilku narratorom. To wzruszający obraz na temat upływu czasu, ulotności wspomnień, o godnym odchodzeniu pod opieką najbliższych. Wspaniała, godna uwagi książka.
Po pierwsze – zakochałam się w tej okładce. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Twarda w obwolucie. I ta tajemnicza kobieta na zdjęciu. Oczywiście po przeczytaniu jej dowiedziałam się, że ta pozycja już od dawna jest w biblioteczce moich rodziców. Nagminnie kupuję książki nie pytając rodziców, czy taką posiadamy. W rezultacie mam kilka wydań tych samych pozycji… Ale, ale, nie zapominajmy o samej książce. Prozę Fitzgeralda uwielbiam za styl pisania, plastyczność języka, a przede wszystkim za niesamowite zrozumienie ludzkiej psychiki. Ta pozycja ma w sobie klimat, który mnie urzekł. Fabuła z pozoru banalna i poruszana w praktycznie każdej książce dla kobiet: małżeństwo po kilku wspólnych latach przeżywa poważny kryzys. Jednak w tym przypadku nie znajdziemy nic banalnego. Choroba psychiczna żony, poświęcenie męża, który rujnuje sobie przez to życie. Ciągłe tajemnice, kłamstwa. A wszystko to na tle Paryża lat dwudziestych dwudziestego wieku. Smaczkiem jest fakt, iż książka ta zawiera najwięcej autobiograficznych wątków dotyczących Fitzgeralda. Magiczna, jak sam tytuł. „Czuła jest noc”…
Kolejnej książki chyba nie muszę nikomu przedstawiać. „Mały Książę”. Pozycja, którą zna każdy: mali i duzi. Nie tak dawno mieliśmy nawet możliwość oglądania w kinach najnowszej wersji tej filozoficznej opowiastki. Fenomen „Małego Księcia” polega na przenikaniu się dwóch światów: naiwności, ufności dziecka i brutalnego, niezrozumiałego świata dorosłych. Książkę można odczytywać na wielu płaszczyznach: dzieci widzą w niej baśń o małym chłopcu, dorośli filozoficzną rozprawę na temat ludzkiej egzystencji. Dlatego tak ogromnie ją lubię 🙂
Przy okazji wspomnienia o „Małym Księciu”- ciekawostka. Muszę Wam pokazać rodzinny skarb. Jest to prezent podarowany ukochanemu, mający kilkadziesiąt lat. Autorka sama wykonała ilustracje i przepisała ręcznie CAŁĄ KSIĄŻKĘ. Uważam, że to niesamowita pamiątka, prawdziwa perła. Bardzo wątpię w to, że w dobie Internetu, kiedy do pisania używamy wyłącznie klawiatury, komukolwiek chciałoby się przepisywać ręcznie książkę. To wymagało mnóstwa czasu i energii. Tym bardziej takie „dzieło” jest cenne. Spójrzcie tylko sami 🙂
Ukochana książka mojego dzieciństwa (i nie tylko dzieciństwa, ale również dorosłego życia). Klasyka młodzieżowej literatury – „Małe kobietki” L.M. Alcott. O rany, no kocham tę książkę 🙂 I to przepięknie ilustrowane wydanie ♥ Cóż więcej napisać? Lata sześćdziesiąte XIX wieku. Historia pięciu kobiet: matki i czterech córek, które pod nieobecność męża/ojca, biorącego udział w wojnie secesyjnej, zdane są tylko na siebie. Jednak entuzjazm z jakim witają każdy dzień, to  jak wspaniale potrafią go sobie zorganizować, jest tak zarażający, że udziela się również Lauriemu, chłopcu z sąsiedniego domu oraz jego tajemniczemu, zamkniętemu w sobie bogatemu dziadkowi, u którego chłopiec mieszka. Autorka zamieściła w książce własne doświadczenia z dzieciństwa. Na podstawie tej powieści nakręcono świetne adaptacje filmowe. Uwielbiam każdą, którą miałam okazję obejrzeć, a obejrzałam chyba wszystkie!
I kolejna klasyka, tym razem literatury angielskiej. Szczytowe osiągnięcie epoki wiktoriańskiej. Któż nie zna Charlotte Bronte i jej „Dziwnych losów Jane Eyre”? 🙂 Po raz pierwszy czytałam tę książkę trzynaście lat temu. Zakochałam się w tej mrocznej, tajemniczej atmosferze. Nie potrafiłam się od niej oderwać. Historia osieroconej Jane, która podejmuje pracę guwernantki w posiadłości Edwarda Fairfaxa Rochestera. Jak w tego typu powieściach zostaje jego żoną, jednak Rochester skrywa tajemnicę, która okaże się tragiczna w skutkach. Większość z Was zna tę powieść, więc nie będę się rozwlekała. Bronte mistrzowsko łączy melodramatyczną historię z wnikliwą psychologiczną obserwacją. Wspaniała powieść. Jednak okładka wybitnie szpetna! Coś strasznego! Kiedy zacznę znowu kupować książki, od razu upoluję tę wersję z serii Angielski ogród z Wydawnictwa Świat Książki, która chyba nawet w kwietniu się ukazała 🙂
Czas na zdecydowanie moją ulubioną książkę Erica-Emmanuela Schmitta. „Małe zbrodnie małżeńskie” znam praktycznie na pamięć, do tego stopnia, że mogłabym chyba nawet występować w tej sztuce (na której oczywiście byłam). To zabawna, przepełniona nagłymi zwrotami akcji opowieść o związku dwojga ludzi, którzy niegdyś się kochali. Niegdyś, czyli jakieś piętnaście lat temu. Dramat Schmitta należy do najcudowniejszych książek, jakie napisał 🙂
Czas na „Marzycieli” Gilberta Adair. Książka, którą przeczytałam siedem razy. Na jej podstawie głośny film nakręcił Bernardo Bertolucci. Być może ktoś z Was o tym obrazie słyszał, ponieważ okrzyknięto go skandalizującym.
Mam mały problem z opisywaniem tych wszystkich książek, ponieważ przy każdej mam ochotę napisać „wspaniała” i to wszystko. Tak trudno oddać emocje, które towarzyszyły przy czytaniu poszczególnych. Podjęłam się niełatwego zadania, ale cóż… Pozwolę sobie zacytować opis z okładki:
„Paryż, rok 1968. Rodzeństwo młodych Francuzów i amerykańskiego studenta szkoły filmowej łączy wspólna, żarliwa pasja – kino. Kiedy z niezrozumiałych dla nich politycznych przyczyn Kinoteka Francuska zamyka podwoje, razem szukają nowych „sztucznych rajów” z dociekliwością właściwą ich wiekowi. Zostają przyjaciółmi, a potem kochankami, którzy niczym bohaterowie fantazji markiza de Sade zstępują do piekieł seksualnego uzależnienia w całkowitej izolacji od zewnętrznego świata”.
Kocham literaturę, kocham kino i kocham Francję. To połączenia to mieszanka wybuchowa, którą zaserwowała mi ta właśnie książka ♥
Sylvia Plath – amerykańska poetka i eseistka, postać tragiczna. Podczas okresu dojrzewania „Dzienniki Sylvii Plath” wywarły na mnie ogromne wrażenie. Na każdej stronie odnajdywałam samą siebie i żałuję, że nie znano wtedy e-booków, ponieważ ta 1200-stronnicowa „cegła” nie byłaby tak sponiewierana. Mogłaby sobie spokojnie leżeć na półce, podczas gdy ja zaczytywałabym się w „Dziennikach”. I choć kocham jej „Szklany klosz” to „Dzienniki” właśnie zapisały się na stałe na mojej liście książek ulubionych. Polecam wszystkim młodym dziewczynom, ale takim z duszą artystyczną 🙂 To na pewno nie jest lektura dla wszystkich.
Nie wspominałam chyba do tej pory o moich idolach z lat nastoletnich. Może Was zaskoczę, ale w tamtym czasie zapatrzona byłam w George Sand. Sand znana jest nam choćby ze swojego burzliwego związku z Chopinem, jednak we Francji uchodziła za postać niebanalną. Feministka, pisarka, słynąca z ekstrawaganckiego stylu życia, upodobania do męskich strojów i cygar. Zaczytywałam się we wszystkim, w czym chociażby znalazło się skromne wspomnienie jej osoby, a ta pozycja należała do pierwszych, jakie trafiły w moje ręce i dotyczyły Sand. Przeczytałam ją trzy razy.
Kolejna klasyka literatury. Tym razem mistrz Dumas i jego „Królowa Margot”. Co tu dużo mówić? Książka, którą znam na pamięć, jak również film, który na jej podstawie powstał, ze wspaniałą kreacją Isabelle Adjani w roli głównej. I tak, mój pseudonim nieprzypadkowo jest związany z tą właśnie książką 🙂 Polecam fanom klasyki i powieści przygodowej.
Jurgena Thorwalda i jego serię o  chirurgach znają już chyba wszyscy. Kocham wszystkie książki autora, jednak tę właśnie serię jakoś wyjątkowo sobie upodobałam. Czyta się ją jak powieść sensacyjną, historyczną. Absolutnie niesamowite pióro Thorwalda potrafiło wyczarowywać literackie cudeńka. Bezapelacyjnie moje ukochane książki. Niedawno ukazała się kolejna pozycja autora, tym razem dotycząca ginekologów i również podbiła moje serce. I nie tylko.
„Świat Zofii” należy do książek wybitnych, takich, które po prostu trzeba przeczytać. Dość późno trafiła w moje ręce, bo stało się to jakieś dwa lata temu, jednak po raz pierwszy zaczęłam ją czytać w wieku prawdopodobnie dwunastu, może trzynastu lat. Teraz mogę z całą pewnością stwierdzić, że nie byłam na to gotowa. Po przeczytaniu około dwustu stron rzuciłam ją znudzona w kąt. Wróciłam do niej po dwudziestu latach i dosłownie ją połknęłam w całości. Zachwyciłam się. Zachęcam Was do przeczytania mojej recenzji sprzed dwóch lat KLIK.
Od razu zaznaczam, że nie jestem jakąś wielką fanką historii o wampirach. Nie poddałam się temu poczytnemu ostatnio tematowi. Jednak kocham powieści historyczne, a poniższa książka do takich należy. Jest to opowieść o pierwowzorze Hrabiego Drakuli – Vladzie Palowniku. To również świetna powieść kryminalna, za sprawą której będziecie towarzyszyć odkrywaniu spisków, zbrodni, przemieścicie się od Istambułu po południową Francję. Mroczne zamki, tajemnicze archiwa, biblioteki. Ach, nigdy nie zapomnę tego klimatu 🙂 W tej chwili ta powieść przywodzi mi na myśl książki Dana Browna. „Historyk” może nie jest pozycją wybitną, ale na pewno gwarantuje fantastycznie spędzony czas.
O „Paryżu” pisałam w marcu, nie będę się więc powtarzała, bo umrzecie z nudów. Zajrzyjcie tutaj KLIK. W każdym razie to książka naprawdę świetna i niech nie odstraszają Was jej gabaryty – warto przeczytać każdą kartkę! 🙂
To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że zachęceni moimi słowami, skusicie się na którąś z powyższych pozycji – są wspaniałe!
A może czytaliście już którąś z nich? Dajcie znać koniecznie 🙂
Wasza Margot