Processed with VSCO with a5 preset

#79. „HOT MESS” – Lucy Vine

 

Ocena: 9/10
Autor: Lucy Vine
Tytuł oryginału: Hot Mess
Wydawnictwo: Burda Publishing Polska
Liczba stron: 312
Oprawa: miękka
Cena rynkowa: 39,90 zł
PREMIERA: 9 MAJA

 

 

Zacznę od tego, iż nareszcie, NARESZCIE powstała książka o tym, że bycie tzw. „singlem” nie jest złe! Jak bardzo mnie to cieszy. Nareszcie powstała powieść nieszablonowa o perypetiach młodej dziewczyny, której celem nie jest znalezienie partnera, zaciągnięcie go do ołtarza, spłodzenie dziecka i… no wiecie, „żyli długo i szczęśliwie”. Choć już od prawie 10 lat nie należę do singielek, to zdecydowanie bliżej mi do modelu, który preferuje główna bohaterka „Hot Mess”, niż do modelu ogólnie uważanego za ten właściwy. Od razu zaznaczam, że nic mi do tego, jak żyją inni. Najważniejsze jest, byśmy w tym naszym krótkim życiu doświadczyli poczucia szczęścia, zrealizowania. Jeśli to poczucie zapewni nam mąż, dzieci – cudownie! Jeśli natomiast naszym celem jest wykorzystanie życia w inny sposób – nie ma sprawy! Nie podoba mi się jedynie ocenianie nas przez pryzmat tego, „co wypada”, przez pryzmat sztucznie narzuconych norm. Ale to już temat na osobną historię 🙂

Dziś opowiedzieć chcę Wam o powieści, która sprawiła, że chichotałam jak szalona, a podczas czytania czułam, jakbym spotkała się na ploteczkach z najlepszą przyjaciółką.

Przed Wami połączenie Brigdet Jones i Carrie Bradshaw! Poznajcie Eleanor Knight.

 

***

 

POSTACI

Eleanor – główna bohaterka, szalona singielka, której bliscy usilnie poszukują „drugiej połówki”, bo przecież tak trzeba…
Jen – siostra Ellie, nieco wredna persona.
Alan – dobroduszny ojciec Eleanor, często mylony z… kobietą.
Sophie i Thomas – przyjaciele, na dobre, ale czy również na złe?

 

FABUŁA

Może od początku, czyli znaczenie tytułu.

„Hot mess” oznacza atrakcyjną osobę, w której życiu, w głowie i wyglądzie często panuje nieład, która notorycznie pakuje się w krępujące sytuacje.

I tym sposobem idealnie zobrazowana zostaje nasza bohaterka, dwudziestodziewięcioletnia Eleanor Knight, zdeklarowana singielka, pracująca nie tam, gdzie trzeba, spotykająca się nie z tymi mężczyznami, z którymi trzeba, posiadająca nie taką figurą, jaką trzeba, na dodatek mieszkająca… w Norze wraz z „Piździelcem Joshem i współlokatorką, której ogląda wyłącznie plecy. Sielanka. W jej życiu panuje totalny bałagan, zarówno w sprawach sercowych, jak i rodzinnych, czy w końcu zawodowych. Bezskutecznie próbuje wpisać się w przyjęte ramy, w czym pomaga jej siostra, z którą jak możemy się domyślić, nie do końca się jej układa, a także przyjaciele, którzy chcąc dla niej jak najlepiej, doprowadzają ją niemal do szaleństwa. Ten nieidealny obrazek dopełnia ojciec Ellie, wdowiec o wyglądzie dobrodusznej, pulchnej kobiety, co nie przeszkadza mu w podjęciu decyzji o zmianie swojego życia. Czy dziewczyna odnajdzie wreszcie tego Jedynego i czy w ogóle go potrzebuje? I w wreszcie, czy w jej życiu zapanuje porządek i ład? Zapomnijcie o tym, że zdradzę Wam najlepsze!

Musicie koniecznie sięgnąć po „Hot Mess”!

 

DLA KOGO

„Hot Mess” to pozycja, która ujmie i bezgranicznie wciągnie fanki perypetii Bridget Jones i serialu „Seks w wielkim mieście”. To miejscami pikantna, nie stroniąca od dosadnego języka, książka, napisana przez autorkę, która, jak sama przyznaje, w głównej bohaterce umiejscowiła siebie. Prawdopodobnie nie w stu procentach, jednak wystarczająco dużą część, byśmy czuły autentyczność historii. Miłośniczki satyry na związki damsko-męskie będą zachwycone celnymi i przezabawnymi spostrzeżeniami, jakimi dzieli się z nami Ellie.

 

 

PODSUMOWANIE

Cóż mogę napisać? „Hot Mess” to książka, przy której bawiłam się znakomicie! Jej przeczytanie zajęło mi dwa dni, a to tylko i wyłącznie z tego powodu, że nie chciałam jej za szybko skończyć. Pokochałam Eleanor, ze wszystkimi jej wadami, szaleństwem i gołębim sercem. Za taką przyjaciółkę oddałabym nerkę.
To zabawna, pikantna, ale i niezwykle mądra historia o tolerancji, w każdym jej aspekcie. Czuję się absolutnie podbita i czekam z niecierpliwością na kolejną powieść Lucy Vine, wyrażając nieśmiałą nadzieję, że ponownie przeczytam ją, jako jedna z pierwszych. Jestem fanką tej zakręconej Brytyjki!

Polecam przeogromnie – to „must read” wiosenno-letnich wieczorów!

 

Wasza Margot

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Burda.

  • Karolina Hajdysz

    Kurde…..Kocham Carry i ekipę, a Bridget Jones to kolejne mistrzostwo świata ♥️. Ja naprawdę zbankrutuje jak bede tak często do Ciebie zaglądać hihihi.

    0

  • Kinga

    Również recenzowałam tę książkę i uważam, że jest naprawdę dobra 🙂 Lubię takie kobiece historie podobne do Dziennika Bridget Jones <3
    http://recenzentka-doskonala.blogspot.com/2018/05/przedpremierowo-ja-chyba-zwariuje-agata.html

    0

  • eddieegger

    O matulu! Od wczoraj ponownie wertuję Twoje recenzje, bo szukam czegoś „ekstra” na wyjazd i trafiłam na tę pozycję! Singielką nie jestem, ale mam wrażenie, że tak blisko mi do głównej bohaterki. Jestem w tym samym wieku, mieszkam w „norze”, ciągle podjadam, choć nie powinnam i jestem leniwa. Zdarza mi się pakować w kłopoty, a wszyscy dookoła wiedzą lepiej ode mnie, co jest dla mnie najlepsze. Właśnie złożyłam zamówienie i czekam, nabawiając się przy tym zespołu niespokojnych nóg! 😀

    0

    • Pamiętam o mnie, kiedy będziesz czytała… opowiadanie pisane przez ojca głównej bohaterki 😂😂💕

      0