D78F6E50-A8F7-4C98-855B-70E099F59085

MOJE ŻYCIE Z ENDOMENDĄ

 

 

Cześć. Jestem Gosia. Choruję na endometriozę.

 

Tak, nieprzypadkowo w ten sposób rozpoczynam wpis, musicie bowiem wiedzieć, że endometrioza jest perfidną chorobą i podobnie jak alkoholizm, nieuleczalną. Może zostać wyciszona, jednak już zawsze będzie się gdzieś w środku na nas czaiła.

Dlaczego postanowiłam w końcu napisać ten post? Na endometriozę choruję od niepamiętnych czasów. Pierwsze poważne objawy, o których później Wam napiszę, odnotowałam w wieku 18, 19 lat. Samą chorobę zdiagnozowano u mnie, kiedy miałam 27 lat, co zresztą było traumatycznym przeżyciem (o tym też poniżej). Dziś mam 34 lata, mogę więc stwierdzić, że endometrioza jest moją towarzyszką od prawie 20 lat. Przez ten czas zdążyłam się załamać, wściec, walczyć z nią, zupełnie poddać, aż na końcu zaakceptować i nauczyć się z nią żyć. Cóż, po prostu dostosowałam do niej moje życie, znalazłam w tej nienormalności normalność, dzięki czemu może być ono szczęśliwe. Te kilkanaście lat nauczyło mnie bardzo wiele. Przewartościowałam swoją codzienność, nauczyłam się cieszyć z małych rzeczy i żyć. Ogromnie zapragnęłam, by to, co mnie spotkało, nie poszło na marne; by moje doświadczenia pomogły dziewczynom zrozumieć, co może im dolegać; zapragnęłam uświadomić je, że wcześnie wykryta endometrioza nie jest groźna, dlatego tak ważne jest, by się badały i żeby wiedziały, co może im grozić. Chciałabym, aby uczyły się na moim przypadku, nie na swoim. Chcę zaoszczędzić im bólu, cierpienia, niepewności, szpitali, nerwów, rozpaczy, przykucia do łóżka, płaczu.

Obiecajcie mi, moje Kochane, że moje doświadczenia, mój strach przed otwarciem się, opowiadaniem o intymnych sprawach, nie pójdą na marne. Że opowiecie o tym swoim przyjaciółkom, że będziecie się profilaktycznie badać. Tylko, dzięki temu, to co robię, będzie miało sens. Ten post jest dla mnie niezwykle ważny i niezwykle trudny. Wiem jednak, że tak trzeba. Robię to dla Was 🙂

A oto moja historia.

 

MOJA HISTORIA

Pierwszą miesiączkę dostałam w wieku 12 lat. To bardzo wcześnie. Ponoć nie jest to dobre, właśnie ze względu na możliwie pojawienie się w późniejszym wieku endometriozy. Byłam jeszcze dzieckiem, a stało się to, o ironio, kiedy bawiłam się z koleżankami na placu zabaw. Nie przypuszczałam wtedy, że ten dzień zmieni moje życie. Nie tylko stanę się kobietą, ale przez większą część życia będę cierpiała. Do 17, 18 roku życia czułam się w miarę normalnie, jednak w tym czasie po raz pierwszy zaczęłam odczuwać piekielne bóle w dole brzucha. Co miesiąc żałowałam, że żyję. W tym miejscu muszę Wam napisać, jakie są typowe objawy endometriozy. Jest to konieczne do zrozumienia mojej dalszej historii.

 

 

Endometrioza objawia się poprzez:

  1. Bolesne miesiączkowanie (ból uniemożliwia zwykłe funkcjonowanie).
  2. Obfite, nieregularne miesiączki.
  3. Plamienie między miesiączkami.
  4. Bolesne stosunki.
  5. Zaparcia.
  6. Biegunka.
  7. Nudności.
  8. Wyjątkowo dokuczliwy zespół napięcia przedmiesiączkowego (PMS).
  9. Częste infekcje, przewlekłe uczucie zmęczenia.
  10. Zimne poty.
  11. Ból podczas oddawania moczu.
  12. Krew w kale.
  13. Problemy z zajściem w ciążę.
  14. Ból głowy.

 

Objawów jest znacznie więcej i są spotykane również w innych dolegliwościach, z tego też powodu endometrioza jest tak trudna do zdiagnozowania, mylona np. z zespołem jelita drażliwego. Wymieniłam jedynie najpopularniejsze objawy, a także te, które dotyczą mnie bezpośrednio.

Ale wróćmy do mojej historii.

Po przekroczeniu przeze mnie 20. roku życia, zaczęło się piekło. Jeśli jesteście w stanie wyobrazić sobie piekło, zrozumiecie, co przeżywałam. Nie było miesiąca, bym nie opuszczała zajęć na studiach. Całymi dniami leżałam w łóżku, na podłodze w łazience, w przedpokoju, w zależności, gdzie mnie dopadł ból, i myślałam, że umrę. Ból był tak ogromny, jakby coś od środka mnie rozdzierało, jakby ktoś na żywca wyrywał mi wnętrzności. Modliłam się już nie o to, żeby to się skończyło, a o to, żeby po prostu umrzeć. Nie dawałam sobie rady. Następnie zaczęły się omdlenia. Podczas każdej miesiączki ból był już tak ogromny, że traciłam przytomność. Przyznaję, że byłam za to wdzięczna. Kiedy ból był już nie do wytrzymania, po prostu odcinało mi świadomość. Budziłam się w szpitalu na SOR-ze. Zastanawiacie się zapewne, czy to, co działo się ze mną, nie dało mi do myślenia. Wiecie, nie jest to takie oczywiste, bowiem panuje przekonanie, że miesiączka musi boleć. Nie zliczę, ile razy jeszcze w liceum, higienistka zapewniała mnie, że tak ma być, a przejdzie po ciąży. Tak więc czekałam aż to minie. Kiedy praktycznie co miesiąc przyjeżdżałam do szpitala, pytano mnie, czy mam miesiączkę. Kiedy odpowiadałam, że tak, wszystko było wiadomo. Mam miesiączkę, a ona boli. Ani raz nie zostałam skierowana na konsultację ginekologiczną. Musicie wiedzieć, że było to 15 lat temu. Pochodzę z małego miasta i być może świadomość wśród personelu medycznego na temat tego, co może mi dolegać, była znikoma.

Tym sposobem przez kolejne lata nic nie zmieniło się w moim życiu. Nadal miałam nieregularne, trwające 2 tygodnie, miesiączki. Nadal cierpiałam z bólu. Nadal co miesiąc opuszczałam zajęcia, ponieważ nie byłam, w stanie nie tyle wysiedzieć cały dzień na uczelni, ile w ogóle dojechać na zajęcia. Moje miesiączki przypominały krwotok, niemożliwy do zatamowania. Ale przecież tak miało być. Miesiączka ma boleć…

Pamiętam to jak dziś. Kilka dni po moich 27. urodzinach nabawiłam się drobnego stanu zapalnego. Udałam się do ginekologa z myślą, że przepisze mi jakieś lekarstwo i będę miała święty spokój. Podczas badania USG, lekarka nagle zamilkła. „Oho, coś nie gra”, pomyślałam. Słowa, które wypowiedziała pani doktor, zapamiętam już do końca życia. „Ma pani guza jajnika, 10cm/8cm”. Nie rozumiałam w tamtej chwili, co do mnie mówi, jednak jej wyraz twarzy uświadomił mi, jak bardzo jest źle. Następnie wszystko potoczyło się błyskawicznie. Pamiętam zamieszanie w domu, płacz mojego taty (jego mama i babcia zmarły na raka), natychmiastowe działanie mojej mamy – zaczęła gdzieś biegać, telefonować. Następnego dnia już jechałam na konsultację do Rzeszowa. Okazało się, że gigantyczny guz znajduje się także na drugim jajniku. Zostałam skierowana na natychmiastową operację. Przyznam się Wam, że wtedy zupełnie nie miałam świadomości tego, co się ze mną dzieje. Zrozumiałam to dopiero po tygodniu leżenia w szpitalu, kiedy wieczorem, dzień przed terminem operacji, musiałam podpisać zgodę na zabieg. Dokument zatytułowany był: „pacjentka z podejrzeniem choroby nowotworowej”. Wtedy, po raz pierwszy, zaczęłam płakać. Dotarło do mnie, że stało się coś strasznego, że nie wiem, czy dożyję przyszłego miesiąca. Podeszłam pod salę operacyjną i zajrzałam przez szparę w drzwiach. „Tam wszystko się skończy”.

Samej operacji nie będę opisywała. Wspomnę tylko, że odbyła się następnego dnia o godzinie 9 rano. Przeszłam laparotomię, czyli cięcie brzucha, gdyż guzy były na tyle duże, a ryzyko choroby nowotworowej na tyle wysokie, że trzeba było otworzyć brzuch. Z tego też powodu ważne jest, by endometriozę zdiagnozować na tyle wcześnie, aby w razie potrzeby usunięcia torbieli, nie było potrzeby otwierania brzucha, gdyż zabieg ten jest bardzo niepożądany u młodych kobiet, które w przyszłości będą się starały zajść w ciążę. U tych pacjentek najlepsza jest laparoskopia, czyli zabieg podczas którego do brzucha wprowadza się urządzenia przez małe dziurki, a torbiele usuwane są przez pochwę.

Wracając do mojej historii. Podczas wybudzania z narkozy, podszedł do mnie lekarz, który mnie operował i wypowiedział następujące słowa: „nie ma pani raka, ma pani endometriozę, wyłuszczyliśmy torbiele, lewy jajnik został usunięty wraz z częścią prawego”. I to by było na tyle. Tyle go widziałam, ponieważ następnego dnia poszedł na urlop. W końcu lipiec to miesiąc wakacyjny. Kiedy przyznałam się, że choruję na endometriozę, otrzymałam od Was mnóstwo wiadomości z Waszymi historiami i niemal w każdej z nich powtarzała się następująca rzecz: poinformowano Was, na co chorujecie i zostawiono z tą wiedzą. Tak samo było i w moim przypadku. Tak naprawdę dopiero po operacji zaczęła się „zabawa”. Co to jest ta endometrioza? Czy da się ją wyleczyć? Co mam dalej robić? Jak z nią żyć? Jakie leki zażywać? Co jeść? Czy mogę nadal uprawiać sport? Tych pytań były dziesiątki! Przeszukiwałam internet w celu znalezienia jakichkolwiek informacji i o ile teraz jest ich całkiem spora ilość, 8 lat temu ta ilość była znikoma. Zarejestrowałam się na forum o endometriozie, gdzie przeczytałam dziesiątki, setki historii dziewczyn, które również na nią zachorowały, jednak muszę Wam się przyznać, że o ile dowiedziałam się naprawdę dużo, o tyle praktycznie wpadłam w depresję. Naczytałam się takich informacji, poznałam tak skrajne przypadki, że czekałam wręcz na to, aż i mnie one spotkają. Po kilku tygodniach zdecydowałam się wylogować z forum. Chciałam odpocząć, pozbierać myśli, zacząć żyć normalnie. Nie minęło kilka miesięcy, kiedy zmuszona byłam zalogować się ponownie. Choroba wróciła.

Kilka tygodni po operacji wyjechałam na wakacje do Francji. Brakowało mi normalności. Po powrocie ze szpitala przez 3 tygodnie wegetowałam w łóżku. W szpitalu bardzo schudłam. Przy wzroście 169 cm, ważyłam 43 kg. Nie miałam więc sił, a ze względu na moją szczupłą sylwetkę, czy wręcz chudą, rana wolno się goiła. Potrzebowałam tego wyjazdu. Przyjmowałam wtedy hormony, które zawsze po zdiagnozowaniu endometriozy i usunięciu torbieli endometrialnych, zapisuje się pacjentkom, aby uspokoić gospodarkę hormonalną. Nie miałam więc i miesiączki. Czułam się jak nowo narodzona! Niestety, już kilka miesięcy później pojawiła się torbiel. Później polip i skierowanie na kolejny zabieg.

Nie zliczę, ile torbieli przez te 8 lat pojawiło się na moim jajniku, ile polipów w macicy, przez jak długi czas byłam leczona hormonalnie, by zastopować chorobę.

Jak jest teraz? Nadal choruję i nadal cierpię. Nadal przyjmuję hormony. Endometrioza jest chorobą nieuleczalną. Jestem świadoma tego, że jest we mnie. Kilka miesięcy temu zdiagnozowano u mnie ponownie 10. centymetrową torbiel na jajniku. Zawisła nade mną wizja kolejnej operacji, jednak ginekolog, pod którego opieką obecnie jestem, nie zdecydował się skierować mnie na kolejny zabieg, ze względu na liczne zrosty i przebyte wcześniej zabiegi. Nie jest to dla mnie bezpieczne. Włączył więc ponownie hormony. I sukces! Po półrocznym leczeniu torbiel zmniejszyła się do 2 centymetrów. Jednak nadal tam jest, a od pewnego czasu endo objawy uderzają we mnie ze zdwojoną siłą. Obfite miesiączki, nocne zimne poty, olbrzymie migreny, tragiczny PMS, który doprowadza mnie na skraj wyczerpania psychicznego i fizycznego, każą mi podejrzewać, że znowu coś nie gra, że moja dobra „przyjaciółka” znowu za mną zatęskniła.

Zanim napiszę Wam, jak wygląda teraz moje codzienne życie, w jaki sposób dostosowałam je do endometriozy, opowiem Wam, czym w ogóle jest ta przebiegła choroba. Tak więc czas na kilka faktów medycznych.

 

 

 

CZYM JEST ENDOMETRIOZA?

Endometrioza to inaczej gruczolistość macicy, polegająca na tym, iż komórki błony śluzowej macicy, zamiast opuścić organizm kobiety podczas miesiączki, cofają się wgłąb organizmu, umiejscawiając się poza jamą macicy, np. na jajnikach, w pęcherzu, jelitach. W skrajnych przypadkach znaleziono je również w sercu, czy mózgu. Tłumacząc to na tzw. chłopski rozum, kobieta przechodzi nie jedną miesiączkę, a dwie, trzy, krwawienie bowiem zachodzi w miejscach, w których umiejscawiają się wędrujące komórki macicy, co w rezultacie prowadzi do tworzenia się torbieli. Ja przechodziłam więc równocześnie trzy miesiączki.

 

MOJE ŻYCIE CODZIENNE

Kiedy już wiecie, na czym polega endometrioza, rozumiecie, jak wycieńcza ona organizm. Co trzy miesiące chorowałam na anginę. Żaden lekarz nie był w stanie powiedzieć, z jakiego powodu. Robiono mi badania krwi, które niczego nie wykazywały, jedynie jakiś niewielki stan zapalny, który równie dobrze mógł być spowodowany zepsutym zębem. Kobiety chorujące na endometriozę bardzo często mają również alergie, problemy z tarczycą. Wiąże się to z tym, iż endometrioza ma związek z tzw. upośledzeniem odporności organizmu. W dzieciństwie bardzo często chorowałam, co sprawiło, iż moja odporność była bardzo słaba. Nie wiadomo jednak, czy to endometrioza osłabia organizm, czy to na osłabionym organizmie żeruje. Do tej pory nie wiadomo, co powoduje chorobę, dlatego też nie można jej leczyć. Można jedynie wprowadzać w uśpienie. Podejrzewa się, iż skłonność do endometriozy jest dziedziczna, jednak żadna kobieta w mojej rodzinie, mam na myśli choćby babcię, czy mamę, nie chorowały na nią, nie miały też podobnych dolegliwości, które mogłyby wskazywać na tę chorobę.

 

Skończyłam studia. Rozpoczęłam pracę. Jedną, drugą, trzecią. Jednak przez ataki bólu, kompletne wyczerpanie podczas miesiączki, czy omdlenia spowodowane bólem (tak, nadal się z tym mierzę), wielokrotnie musiałam świecić oczami ze wstydu. Tłumaczenie, iż mam miesiączkę, były kwitowane szyderczym uśmieszkiem, a ja sama brana byłam za histeryczkę. Nie zwalniałam się z pracy. Jestem bardzo ambitna i mój honor nie pozwalał mi na zasłanianie się kobiecą niedyspozycją. Jednak nie mogłam tak dalej funkcjonować. Musiałam wybrać, co jest dla mnie dobre. Założyłam więc własną firmę i pracuję w domu. Była to najlepsza decyzja, jaką podjęłam w całym swoim życiu. W porządku, pomyśleliście pewnie, że poddałam się chorobie, zaprzestałam walki, ale jak walczyć z wiatrakami? Nie chciałam się spalać, frustrować. Chciałam żyć. Chciałam się realizować, ale zadbać też o siebie. Kiedy ból jest tak mocny, że nie jestem w stanie myśleć, kiedy rozsadza mi czaszkę, a miesiączka jest tak obfita, że nie mogę dojść do toalety, nie muszę przejmować się, co powie szef, czy ktoś zauważy. Zamykam laptopa i kładę się do łóżka. Wybieram siebie.

Kiedy zrozumiałam, że mogę mieć nowotwór, kiedy uzmysłowiłam sobie, że wygrałam życie, zmieniłam sposób postrzegania świata. Nie myślcie sobie jednak, że to się stało nagle. Minęły lata, podczas których zostawił mnie partner, kiedy dowiedział się, że nie mogę mieć dzieci. Walczyłam z nawrotami choroby. Załamywałam się. Przeszłam terapię. Walczyłam z bezsilnością, bólem. Ale kiedy spadłam na samo dno, zebrałam w sobie siły, by się od niego odbić. Nie miałam wyjścia. Poznałam cudownego człowieka, który bardzo mnie wspiera, który jest moim lekiem na endomendę, który podnosi mnie z podłogi (dosłownie), kiedy upadam z bólu.
Doceniłam to, że żyję, to, że od endometriozy nie umrę (choć czasem żałowałam, że tak się nie stanie) i staram się żyć z dnia na dzień, celebrować każdą godzinę, choć uwierzcie mi, nadchodzą też i momenty, w których klnę na czym świat stoi i z moich ust wydobywają się określenia, które nie powinna znać „Lady” 🙂

 

 

PSYCHICZNY ASPEKT CHOROBY

Wspomniałam o moim partnerze, ponieważ niewiele osób wie, że endometrioza ma nie tylko aspekt fizyczny, ale także psychiczny. Cierpi nie tylko ciało, ale i dusza. Tracimy wiarę w siebie, cierpi nasza kobiecość, poczucie wartości. Wiele kobiet boryka się z bezpłodnością. Ciągłe kuracje, powikłania odciskają swe piętno na stanie emocjonalnym. Dlatego tak ważne jest wsparcie bliskich, a czasem i pomoc specjalisty. Jeśli osoby, które są u naszego boku, nie rozumieją z czym się borykamy, nie rozumieją także i nas samych, co prowadzi do poczucia bezsilności, do załamania. Nie jesteśmy bowiem w stanie dać sobie radę w pojedynkę. Choćbyśmy nie wiem jak bardzo chciały móc liczyć tylko i wyłącznie na siebie, nie możemy nieść tego bagażu w pojedynkę. Czasem nie jesteśmy w stanie zrobić sobie herbaty, ubrać się, umyć. Potrzebujemy pomocy. Zrozumienia. Dlatego nie bójmy się mówić o tym, co nam dolega, uświadamiać bliskich, pokazywać się partnerowi, kiedy jesteśmy w bardzo złym stanie. Jesteśmy ludźmi, zasługujemy na miłość, pomoc. Choroba nie jest czymś wstydliwym. Po prostu jest. Zaakceptujmy ją.

Teraz wiem, że kiedy endometrioza się budzi, kiedy zaczyna mnie dręczyć, muszę odłożyć wszystko, czym się zajmuję i zająć się, zaopiekować sobą. Kto to zrobi za mnie? Walka nic tu nie da. Organizm jest osłabiony, potrzebuje odpoczynku, wytchnienia. Jeśli choroba czegoś mnie nauczyła, to jest to szacunek do swojego ciała, do siebie samej. I cierpliwości. Zaakceptowałam fakt, że jest to choroba nieuleczalna, że będzie ze mną przez lata. Jeśli się nie pogodzimy, nie zaakceptujemy swojej obecności, faktu, że jedna bez drugiej nie istnieje, dopadnie mnie na nowo frustracja i zgorzknienie. Czy chcę tak żyć? Chcę uprzykrzać życie sobie i innym? Nigdy w życiu! Już to przerabiałam…

 

Tak w skrócie (W skrócie?! Pewnie łapiecie się za głowę!) wygląda moja historia. Nie chciałam zanudzać Was szczegółami, szczególikami. Wystarczy powiedzieć, że jestem stałą bywalczynią szpitalnych łóżek. To prawdopodobnie dopiero początek mojego cyklu o endometriozie, gdyż codziennie dostaję od Was dziesiątki pytań. Dlatego też z tego miejsca chciałam Wam, moje Drogie Obserwatorki, bardzo podziękować za zaangażowanie. Nie macie pojęcia, jak ważne jest dla mnie to, że czuję od Was tak ogromne wsparcie. Postanowiłam stale publikować, co jakiś czas, artykuły o endometriozie, o diecie podczas choroby, wysiłku fizycznym, o „leczeniu”, kiedy kobieta stara się o dziecko, o leczeniu, gdy jeszcze o dziecku nie myśli. Będę bardzo wdzięczna, jeśli w komentarzach podzielicie się ze mną swoją własną historią, jeśli zadacie mi pytania, na które odpowiedzi nie przyszły mi do głowy.

Tekst na temat choroby, na dodatek tej, na którą sama choruję, zdecydowanie różni się od pisania recenzji książki, dlatego proszę Was o wyrozumiałość 🙂

Bądźcie zdrowe!

 

Wasza Margot

  • Marta

    Kurcze, nie wiem jak myśli ubrać w słowa. Odkryłaś bardzo duży kawałek siebie. Post jest idealny i mam nadzieję, że nie przejdzie nie zauważony, że pomoże i uświadomi… Jestem całym sercem ❤️ z Tobą i jestem z Ciebie dumna!

    0

  • Nataliaa

    Ogromnie się cieszę, że podzieliła się Pani swoją historią. Trzeba o tym mówić i pomagać. Mam 18 lat. Rok temu wykryto u mnie endometriozę po tym jak nieprzytomna, z krwotokiem trafiłam do szpitala. Myślałam, że obfite krwawienie jest normalne. Niestety tak potężna utrata krwi doprowadziła mnie do jej przetoczenia, gdyż moje życie było zagrożone. Nie byłam w stanie chodzić, poruszać się, najzwyczajniej nie miałam siły. Po tygodniu leżenia w szpitalu zostałam wypisana. Przez następne pół roku zażywałam tabletki antykoncepcyjne, które miały wyregulować cykl. Jak się później okazało, tabletki zostały źle dobrane (zatrzymanie wody w organizmie, przybranie na wadze około 10 kg, puchnięcie, złe samopoczucie). Po pół roku lekarz stwierdził, że można już odstawić tabletki (dobrze się stało, gdyż nie zamierzałam nadal tyć), ponieważ endometrium zmniejszyło się wystarczająco. Niestety miesiączka nie pojawiła się przez następne kilka miesięcy. Po dokładnych badaniach dodatkowo stwierdzono PCOS. Lekarz powiedział, że można brać tabletki antykoncepcyjne, aby być „regularną” aczkolwiek nie trzeba. Nie wiem, co powinnam zdecydować. Potrzebuję zmienić lekarza, który odpowiednio dobierze leki.

    0

  • Monika Kowalczyk

    Naprawdę bardzo dobry artykuł! Naprawdę bardzo, bardzo, bardzo Cię podziwiam. Podziwiam Cię za to, że piszesz o swojej chorobie, mimo, że jest to dla Ciebie trudne. I za to, że chcesz uświadamiać kobiety. To co robisz jest piękne. Życzę Ci jak najwięcej siły do przezwyciężenia trudności. Buziaki! Jesteś wspaniałaą kobietą! 💖 💖 💖

    0

  • Paulina Gr

    Jak bliska jest mi historia którą opowiadasz… Mam 27 lat od 4 walczę z tą „mendą”. U mnie koszmar bolesnych miesiączek zaczął się w liceum na pierwszą wizytę u ginekologa poszłam z mamą mając 16lat. Pani doktor stwierdziła że miesiączka boli i przepisała leki przeciwbólowe, a mamie zasugerowała że chyba trochę z tym bólem przesadzam… później było jeszcze kilku lekarzy i każdy mówił to samo. Gdy miałam 23lata zaczęły się bóle między miesiaczkami raz myślałam że to jajniki raz że nerki aż do momentu gdy musiałam siku co 30minut i przerażona że to coś z nerkami poszłam do mojej internistki dostałam skierowanie na USG brzucha nigdy nie zapomnę słów radiologa „guz narządu rodnego 11x9cm jak tak można się zapuścic”! A ja miesiąc wcześniej byłam u ginekologa w dodatku profesora na wymrażaniu nadżerki! Popołudniu wizyta u ginekologa USG potwierdziło torbiele jajników 11x9cm i 6x7cm, u mnie od razu przypuszczenie endometriozy badanie ROMA i tydzień później zabieg zaczęli laparoskopowo niestety skończyło się na laparotomii. Diagnoza potwierdzona endometrioza IV stopnia, jeżeli chce dziecko to natychmiast bo później będzie za późno. Na szczęście mój obecny mąż nie przestraszył się i jest dla mnie ogromnym wsparciem. Miałam ogromne szczęście bo po 3 latach walki 2 kolejnych zabiegach setkach badań miliardach zastrzyków i leków a finalnie zmiany lekarza i zabiegowi ivf udało się i od 3 miesięcy jestem szczęśliwą Mamą. Serdecznie pozdrawiam i życzę siły do walki z Endomendą 🙂

    0

  • Karolina Hajdysz

    Wiesz co …. powaliłaś mnie Kochana tym artykułem na kolana. Jest mi strasznie przykro, że przez większość życia musisz borykać się z takim choróbskiem. Z drugiej jednak strony duma mnie rozpiera czytając i oglądając jaka jesteś silna i pełna życia. Przyznaje że sama do tej pory niewiele wiedziałam o tej „endomendzie” (ps mega nazwa). Teraz to się zmieni. Warto wiedzieć i dbać o siebie. A Ty Gosiu Pisz, uświadamiaj, bądź przewodniczką dla setek, a może nawet tysięcy kobiet. Ściskam Cię mocno! :*

    0

  • Jolanta Mazurkiewicz

    Jestem pod ogromnym wrażeniem twojej historii co prawda nie choruje na „endy” („pieszczotliwa” nazwa, endometriozy na którą choruje moja przyjaciółka) i powiem szczerze to co z nią wyprawia ta choroba to jest straszne😱😱, i naprawdę ubolewam nad tym, iż medycyna idzie do przodu zaś ginekologia jest z tyłu🙁 u mojej przyjaciółki wykryli chorobę gdy była w 2 miesiącu ciąży niestety skończyło się tragicznie dla jej nienarodzonego dziecka🙁 ciąża obumarła. Pocieszali ją lekarze, że jest młoda i będzie mieć jeszcze dzieci, jeśli podejmie się leczenia, niestety kosztowna terapia nie przyniosła upragnionego dziecka i go raczej w przyszłości nie będzie.
    Gdy moja przyjaciółka dowiedziała się, że będę mamą cieszyła się razem z moją rodziną, na dzień dzisiejszy przyjaciółka dalej nie ma dziecka jest również 10-11 operacjach w sumie straciła 3 niewinnych istotek. Ale by była najcudowniejszą mamą na świecie, bo mojego syna to rozpieszcza na maksa i pozwala na wszystko.
    Droga Lady bardzo się cieszę, że podjełaś się tego wyzwania to dla nas kobiet bardzo ważny i krempujący temat, bo przekazywana od lat, pokoleń teksty typu „miesiączka musi boleć” w dzisiejszych czasach jest niedorzeczną sprawą. Rozmawiajmy o tym, dziemy się wiedzę o endometriozie a szybciej uporamy się z nie wiedzą o niej.
    Bardzo mocno ściskam, przesyłam mnóstwo pozytywnej energii i pozdrawiam gorąco zaczytanajola

    0

  • Małgosiu, bardzo podziwiam twoją odwagę i chociaż sama nie choruję akurat na tę chorobę (ale na inną mendę już tak), wiem że dla wielu kobiet ten wpis i twoja szczerość będą bardzo ważne. Jeśli kiedyś się spotkamy, nie zdziw się, jeśli najpierw mocno cię przytulę. A teraz ślę uściski jedynie wirtualnie :*

    0

  • Barbara Hauzińska

    Popłakałam się….

    0

  • Izabela Klimek

    Witam serdecznie.
    Gratuluję odwagi i siły by napisać ten tekst. Bardzo ważny i potrzebny. Życzę wytrwałości i jeszcze więcej sił w ujarzmianiu endomendy.
    Z tekstu i komentarzy wyłania się obraz zaściankowego traktowania dziewcząt i kobiet przez pielęgniarki szkolne najpierw, na ginekologach skończywszy. Aż nie chce się wierzyć, że w niektórych przypadkach kobiety kobietom zgotowały ten los. Mam wrażenie jak byśmy cofnęli się do czasów króla Ćwieczka. Myślenie, że ból jest wpisany w życie kobiet to jakby poniżenie. Kobieta=bolesna miesiączka, aż niewiarygodne, że ktoś ma czelność jeszcze tak myśleć. Normalna miesiączka nie boli. No może pierwszego dnia i też nie za każdym razem.
    Myślę, że trzeba położyć nacisk na szkolenie pielęgniarek szkolnych właśnie. Do nich pierwszych idą dziewczyny w szkole.To one mogą podpowiedzieć, pokierować i przyczynić się do wcześniejszego wykrycia choroby. I oby już żadna z nich nie powiedziała „miesiączka musi boleć”

    0

  • Beata Borowiec

    Gosiu! Jak dobrze, że coraz więcej się pisze o tym co ważne. Mimo, że takie trudne.
    Ja też zaczęłam miesiączkować w wieku 12 lat. Na początku było bez sensacji. W liceum rozpoczął się koszmar. Bóle tak duże, że aż wymiotowałam żółcią, leżenie na zimnej posadzce modląc się o omdlenie. Na szczęście moja mama szybko zareagowała i to ona zabrała mnie do ginekologa. Dobrego, sprawdzonego, ale też miłego dla wystraszonej młodej dziewczyny. Okazało się, że mam przerost endometrium co może prowadzić do wielu powikłań, również endometriozy i zmian nowotworowych. Osiem miesięcy leczenia i problem minął, a ja mogłam normalnie funkcjonować – z przekonaniem, że jestem zdrowa. Dzięki temu byłam ostrożna i zaczęłam obserwować siebie i swoje ciało. Co uratowało mnie rok później przed operacją. W wielkim skrócie – sama zauważyłam że coś jest nie tak i zgłosiłam się do lekarza, który uważał że świruje. A miałam na obu jajnikach torbiele 4×4 cm… Obyło się bez zabiegu. Ale na wyniki badania markerów nowotworowych czekałam zapłakana…
    W sobotę wyczułam na piersi guzek. Znowu łzy. Ale idę do lekarza i mam wiarę, że szybko interwencja mi pomoże.
    Żyjemy w świecie mocno zanieczyszczonym, zabiegani, zestresowani. Często obciążeni również genetycznie. Zdrowy styl życia jest ważny, ale bez regularnych badań wcinanie sałaty nie ma sensu.
    Dziękuję Ci za ten wpis. Rozesłałam go koleżankom. Proszę je, aby się badały. Aby się leczyły.
    A Tobie życzę dużo sił, bo chociaż odrobinę rozumiem jak to jest „mieć 3 okresy zamiast jednego”. <3

    0

  • Patrycja Olczyk

    Rewelacyjny tekst! I jak bardzo potrzebny nam kobietą. Działaj dalej w tym temacie, uswiadamianie jest ważne. Również choruje od lat na endomende (świetna nazwa😉) i z wielką ciekawością przeczytałam bym wpis o diecie przy chorobie, tak ciężko coś znaleźć. Ściskam i życzę wyciszenia choroby💞

    0

  • Niestety, wiem jak to jest od 20 lat zdychać co miesiąc i na dodatek nie móc zajść w ciążę 🙁 na szczęście mam swoje pieski, są dla mnie całym światem. Trzymaj się, kochana, całym sercem jestem z Tobą! xoxo

    0

  • Marlena Supińska

    Ten tekst tak mnie poruszył że chyba bede płakać całą noc .. Po pierwsze bardzo Cię podziwiam za to ze tyle przeszlas a mimo to jesteś tak wspaniałą,pełną życia kobietą. Po drugie dziękuję Ci za ten tekst ponieważ do tej pory nie miałam pojęcia co to jest endometrioza i chętnie będę czytać następne wpisy . I dziękuję że miałaś odwagę opowiedzieć mi swoją historię-poruszyła mnie do granic ! Nie wyobrażam sobie ile cierpienia musialas znieść i strasznie mi przykro że to Ciebie spotkało …. Naprawdę podziwiam Cie z całego serca i życzę dużo dużo zdrowia i szczęśliwych momentów <3

    0

  • Roksana Lamch

    Jesteś niesamowicie dzielną kobietą podziwiam Cię za to, że opublikowałam taki post jak i za to, że walczysz z tą chorobą ! 👏👏👏Jak następnym razem zaatakuje to pamiętaj, że jesteśmy z Tobą ! Bo kobiety powinny trzymać się razem ! 💪😘😘😘 I ogromne brawa dla Twojego narzeczonego ! 👏👏👏
    P.S. W życiu bym ci nie dała tyle lat co masz – 24 to jest max (a codziennie oglądam twoje stories) 😊

    0

  • Czaplinskaczyta

    Bardzo dobry post! Nigdy nie słyszałam o tej chorobie, ale kiedy przeczytałam objawy pomyślałam sobie kurde, kilka dotyczy tez mnie. Od dluzszego czasu mam problem z nieregularna miesiączka, głównie po locie samolotem czy podróżach do Polski, albo innych krajów. Nie wiem czemu tak jest, powinnam się zbadać, wiem, ale wiadomo jak się to odkłada,
    Kiedy człowiek nie wie, ze naprawdę może mu coś grozić. Ten post uświadomi niejedna kobietę, ze trzeba się badać regularnie, sama muszę w końcu o to zadbać.. przykro czytać, ze musisz się zmagać z ta choroba całe życie.. ale cieszy mnie fakt, ze uczysz się z nią żyć, ze zaakceptowałas to, skoro nie możesz tego zmienić i ze się nie poddajesz.. wielki szacunek :*

    0

  • Małgosia Kmiecik

    Kochana jesteś bardzo dzielna osoba. Trzymam za Ciebie mocno kciuki życzę dużo zdrowia bo jak się okazuje ono jest najważniejsze.
    Twoja obserwatora Gosia

    0

  • ppkarolajna ppkarolajna

    Mam 28 lat od roku byłam diagnozowana na endometrioze a wszystko zaczęło się od bolesnych miesiączek. Postanowiła kolejny raz wybrać się do ginekologa bo nie radziłam sobie z bólami podczas miesiączki. Pani doktor podeszła do mnie bardzo surowo. Albo antykoncepcja albo bóle mój wybór tak to działa, że podczas miesiączki musi boleć. Tlumaczyłam, że nie chce antykoncepcji bo mam nadzieje na ciążę. Niestety ból był taki, że musiałam się zgodzić na hormony jednak coś nie dawało mi spokoju i zaczęłam dążyć, że chyba powinno się zrobić jakieś badania przed hormonami (nie rozumiem czemu lekarza nie robią kobietom poziomu hormonów – u ginekologa byłam średnio raz na dwa miesiące ). Niomu nie przyszło do głowy takie badanie. Na moje wymuszenie badań pani doktor „na odczepnego” dala mi skierowanie na badania krzepliwosci, CRP, CA125. No i się zaczęło CA125 wyszło źle zaczęłam szukać okazało się ze mam torbiel 8cm, w kolejnych mies polip, w międzyczasie torbiele które się wchłaniały. Aż rok temu trafiłam do prof sugerując że podejrzewam endometrioze. Oczywiście musiałam się posłużyć nazwiskami (na szczęście miałam taką możliwość ) żeby wogole miała możliwość rozmowy z nim. Zaczęło się od obserwacji i starań o ciążę „jeśli przez rok to się nie zmieni proszę przyjść zrobimy laparoskopie zwiadowcza ale wczęściej proszę przynieść wyniki partnera”. Byłam pewna, że jeśli okazało by się że nie mam z kim mieć potomstwa nie byłabym leczona. Udało się zrobiłam wszystkie wyniki doszło do laparoskopi 28 lutego – znaleziono jajniki w zlepie z tylnią ścianą macicy, torbiel za prawym jajnikiem, liczne stany zapalne, zrosty, mieśniaka. A moją endo określili na 2 stopień. Na szczęście wszystko zostało usunięte.

    0

  • ppkarolajna ppkarolajna

    Mój komentarz jest taki długi że muszę dokończyć w drugim. (To wszystko i tak w ogromnym skrócie). Tak jak u Ciebie Margot nie dowiedziałam się przy wypisie za wiele bo zostałam wypisana w sobotę. Gdzie nie bylo lekarza operatora, o mięśjiaku wyczytałam z opisu operacji. Boli mnie w tym wszystkim niewiedza lekarza nie znają tej choroby nie mówią nam co mamy robić. A my po prostu cierpimy. Jestem po operacji i jak narazie oprócz tego że mam się starać o ciążę jeśli chce mieć kiedyś dzieci. Bo choroba się pogłębia – nie mam żadnych innych wskazówek. Margot dziękuję Ci za ten tekst za to że podzieliła się z nami swoim bólem. Obserwuje się od tego weekendu dzięki @mamaginekolog i czuje, że zostanę już z Tobą 😊 czekam na resztę wpisów o endometrioze diecie i leczeniu. Pozdrawiam serdecznie 😙

    0

  • Ola

    Gosiu, dziękuję Ci za ten post, który jest bardzo wzruszający, ale i odważny. Wiem, że na pewno pokrzepi wiele osób borykających się z problemami zdrowotnymi. To jest wspaniałe, że mimo że sama tak cierpisz, dajesz dobro innym ludziom! Jesteś bardzo dzielna i pamiętaj, że jesteśmy z Tobą myślami!

    0

  • otulonaksiazka

    Mimo takiej historii bólu, strachu i całego szaleństwa z okiełznywaniem choroby jesteś bardzo ciepłą i pogodną osobą, od której emanuje dobra energia. A przede wszystkim jesteś sobą. Bardzo dobrze, że piszesz o tej chorobie, że uświadamiasz inne kobiety/dziewczyny na co powinny zwrócić uwagę. Wykorzystuj swoje liczby, propaguj badania, zachęcaj i wyczulaj. Bo dzięki Tobie inni zobaczą, że endometrioza to nie wyrok, nawet z tą chorobą można żyć, być, działać. Lepsze czy gorsze dni można przekuć w dobro, w coś co inni docenią. Twój blog i instagram jest tego przykładem, Ty sama jesteś przykładem, że można walczyć i wygrywać. Nawet jeśli ból targa i poniewiera po podłodze, nawet jeśli nie pozwala wstać z łóżka i choroba sprawia że wypadasz z gry na jakiś czas, to dajesz radę. I to prawda, że najważniejsze jest wtedy jakich ludzi mamy obok siebie, czy dają nam wsparcie, czy są razem z nami w takich momentach choćby i leżąc obok nas na podłodze. Trzymam kciuki za ciebie, za Twoje zmagania i życzę jak najmniej takich trudnych chwil i jak najwięcej radości z życia. Ty sama potrafisz zarazić optymizmem innych. Pomimo wszystko… Pozdrawiam i ściskam serdecznie w to słoneczne norweskie przedpołudnie.

    0

  • Urszula Witkowska

    Doskonale rozumiem wszystko, o czym piszesz, też choruję od dawna na endometriozę. Ból, strach, szpital, operacje, hormony, zrosty, obniżone stany emocjonalne i tak dalej… dokładnie. I dokładnie tak jest, jak piszesz, że ważne jest w tym wszystkim, co można jednak schwycić, jakie szczęścia chwili, jakie dni bez bólu – łapać, ile się da, cieszyć, czym się da! Jesteś bardzo dzielna! I dodajesz sił! Dzięki wielkie za ten post!

    0

  • Karolina Jaworek

    Gosiu, przepraszam za bezpośredniość, ale czy możesz podzielić się tym, gdzie się leczysz? Również walczę z endomendą, również w Krakowie. U Ciebie jestem pierwszy raz i to dzięki najlepszej przyjaciółce świata, która wiedząc, że choruję już kilka lat, podesłała Twoją historie dla otuchy (i prawdziwie otuchy mi dodała!) Dziękuję za tekst i ciepło pozdrawiam, od dziś czytelniczka- Karolina. Kaju, jeśli to czytasz- jesteś najlepsza.

    0

  • rozia

    Jesteś moją fajterką prawdziwą kobietą! wielki ukłon w twoją stronę kochana podziwiam cię 🙂

    0

  • Joanna

    Trafiłam tu przez Mamęginekolog i już wiem, że zostanę dłużej 🙂
    Też mam endometriozę. IV stopnia. O chorobie dowiedziałam w 2014 po ponad roku starań o dziecko. Przeszłam dwie laparoskopie, ale menda wracała bardzo szybko, już po kilku tygodniach od usunięcia torbieli, gdy szlam na kontrole, były już kolejne. Moja lekarz postawiła sprawę jasno: jeżeli chcę kiedykolwiek zostać mamą, w grę wchodzi tylko in vitro i to jak najszybciej. Nie zastanawiałam się nawet sekundę.
    W tym wszystkim miałam bardzo dużo szczęścia – jedna punkcja, trzy komórki, dwa zarodki, jeden transfer wiosną 2015, drugi wiosną 2017. Dwoje moich cudownych dzieci, których nigdy by nie było, gdyby nie ivf.
    Trzymam za Was wszystkie kciuki w Waszej walce dziewczyny. Ja swoją wygrałam, mimo, że ta menda pewnie wróci i jeszcze nie raz da mi w kość. 💪🏼👊🏼❤️

    0

  • Przychodzę z Instagrama.
    Jestem pod wrażeniem.
    Dzielna z Ciebie babka!

    0

  • Hej Gosiu! Jestem ten sam rocznik co Ty i podobna historia, tylko mi zdiagnozowano adonemiozę. Jestem pod ogromnym wrażeniem Twojego wpisu i rozumiem Cię w 100 procentach. Cieszę się, że opisałaś swoją historię, musimy zwiększać świadomość o tych chorobach! Ściskam Cię mocno!

    0

  • MagdaLena

    Trafiłam tu przez przypadek – konkurs na instagramie 🙂 piękne zdjęcia, piękna dziewczyna o mega pozytywnym uśmiechu, na dodatek „książkowa”… No i też endo 😑 Chyba każda endo-kobieta czytając twoja historię, ma wrażenie że przynajmniej sporą część (jeśli nie większość) mogłaby skopiować i wkleic opisując swoją historię. Najgorsze w naszej chorobie jest to że nie zrozumie jej w pełni ten, kto jej nie doświadczył. Najgorszy jest brak zrozumienia otoczenia i bagatelizowanie. Niektórym nawet jak się tlumaczy to i tak nie zrozumieją – bo nie mają pojęcia jak to jest. I mam tu na myśli właśnie nie tylko aspekt zdrowotny, fizyczny, stanu ciała, ale też psychiczny. Ahhh długo by gadać… Temat rzeka.
    Endo w skrócie? Ból (fizyczny i psychiczny niejednokrotnie), poczucie potrzeby regularności badan, strach przed każdym z badań, układanie wyjścia z domu, wakacji, wyjazdów – pod miesiączkę, dopasowywanie ubrań by nie cisnely w brzuch – bo nawet lekki ucisk to nieznośne uczucie, poczucie niezrozumienia, często wstyd – bo nie jest komfortowo być ocenianą jako „słaba”, „bezpłodna” i widzieć w oczach jednych politowanie, innych wzrok typu „nie przesadzaj”.
    Musimy sie bardzo nastarac by wyglądać dla otoczenia jak „zwyczajne” kobiety.
    Podziwiam Cię za wytrwałość, podejście do życia i odwagę w założeniu własnej firmy (na co mi odwagi wciąż nie wystarczyło).
    Będę zaglądać 🙂

    0

  • IwonaW.

    Gosiu! Ze łzami w oczach czytałam Twoją historię❤. Przede wszystkim chcialam powiedziex ze nie mialam pojecia o istnieniu takiej choroby😦😦. Jak widzisz- docierasz do ciagle nieuswiadomionych kobiet😉. Podziwiam Cie ogromnie za pogode ducha i pozytywne nastawienie pomimo i wbrew chorobie👊👊👊jestes prawdziwa wojowniczka. Jestes z pewnoscia inspiracja dla innych chorych kobiet i za to dziekuje❤❤. Trafilam tu przez przypadek- przez instagram- i wiem ze zagoszzcze tu na stale! Zycze Ci wyciszenia choroby i wytrwalosci! Mam nadzieje, ze pogoda ducha nigdy Cie nie opusci i w dalszym ciagu bedziesz nia zarazac inne kobiety😉. I jeszze jedno- Twoj post o chorobie uswiadomil mi, ze czesto narzekamy na rozne niedogodnosci losu, ktore w obliczu problemow innych ludzi sa blachostka…. pozdrawiam Cie serdecznie❤❤❤⚘⚘⚘⚘

    0

  • Mum_katia

    O Rany…. Sa kobiety takie jak ja🙆…. Wiem co czujesz…. Mam to samo lecz moja historia z endo zaczela sie wczesniej wwieku 13 lat przywital mnie skalpel i tak srednio co 3 lata a raz wolne od skalpela mialam 3 miesiace i znow trafilam na stol. Mialam 4 operacje, znalazlam lekarza ktory dal mi nadzieje na dziecko. I spelnilo sie moje skryte marzenie w 2015 roku(25lat) syn przyszedl na swiat, choroba byla w remisji. Niestety od 2 miesiecy zaczelo sie cos dziac, bole, miesiaczki masakra i slaba kondycja psychiczna. Co gorsza od 3 dni mam napady goraca, zaczyna mnie to zloscic i starach przed USG jest wiekszy niz kiedy bylam duzo mlodsza. Trzymam za Ciebie za wyciszenie Endo… kciuki i serdecznie dziekuje za uswiadamianie kobiet o chorobie ktora przez wiekszosc jest bagatelizowana😘 pozdrawiam 💪

    0

  • Gosia

    Wstrząsający tekst… Nie mamy świadomości jak ludzie obok mogą cierpieć. Wyglądają na codzień zdrowo, pełni życia, a tak naprawdę byc może przechodzą piekło, takie jak Twoje. Jesteś niesamowicie silną kobietą i masz spojrzenie na życie, jakiego nie jeden zdrowy człowiek by Ci pozazdrościł. Ściskam Cię mocno i życzę nieustajacego optymizmu. Ucałuj ode mnie swojego partnera, bo takich facetów ze świecą szukać 🙂

    0

  • CoZaBadziewny Czytacz

    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że lekarze zamiast sprawdzić co się dzieje u młodej dziewczyny, która bardzo cierpi podczas okresu mówią jej: ma boleć! Ja ze swoją pierwszą miesiączką trafiłam do szpitala, bo myślałam, że umieram. Kiedy okazało się, że ból spowodowany jest okresem nie dostałam nawet zwykłego hasła: „idź do ginekologa”, nie mówiąc o jakiejkolwiek konsultacji. Dla mnie okres to były zawsze trzy dni wyjęte z życiorysu i płacz z bezsilności, a potem tydzień względnego funkcjonowania trochę na autopilocie. Żaden lekarz na moje skargi nigdy nie zareagował, wiec nauczyłam się, że tak ma być i tylko zazdrościłam koleżankom, które tego nie musiały przechodzić. W końcu pomogła mi antykoncepcja hormonalna, wiec sprawa rozwiązała się mimochodem, ale z perspektywy czasu przeraża mnie to, że lekarze nawet nie próbowali odkryć jaki jest mój problem. Wiecznie słyszałam, że tak to już jest. Kobiety muszą cierpieć.

    0

  • Ewelina Welenc

    Tak bardzo czuje jakby to trochę było o mnie. Mam 22 lata i podejrzenie endometriozy. W tej chwili czekam na badania. Też lądowałam co miesiąc na pogotowiu i po usłyszeniu, ze mam miesiączkę było pozamiatane. Dokładnie to samo. Słyszałam „niektóre boli bardziej”, „po ciąży przejdzie”, „zmyślasz bo nie chcesz być na lekcjach”. Żaden ginekolog nie chciał mi pomóc a byłam u wielu. Ja usłyszałam kolejny raz od lekarza, że po ciąży mi przejdzie i on mi da ziółka przeciwbólowe to się rozpł
    akałam i wtedy usłyszałam, że powinnam się zgłosić do psychiatry bo bóle pewnie mam urojone i jestem histeryczką i hipochondryczką…

    0

  • Sandra

    Również choruję na endometriozę, choć moje objawy nie są tak rozległe jak twoje, przeszłam dwie laparoskopie torbieli jajnika i gdyby nie one to pewnie nawet nie wiedziałabym o chorobie (choć mam obniżona odporność o której piszesz, jak dotąd nie wiązałam jej z endometriozą 😱). Mam pytanie jakie leki brałaś? 3 miesiące temu miałam zabieg, lekarz dał mi chwilę na staranie o dziecko ale chce mi włączyć hormony hamujące cykl, trochę się ich boję – jak je zniosłaś? Pozdrawiam i dużo siły nam wszystkim 🙂

    0

  • Edyta Goreczny

    Po przeczytaniu po prostu zabrakło mi słów. Czytałam a łzy ciekły mi po policzkach. Od niedawna Cię obserwuje na Instagramie, wspomniałaś tam o tej chorobie jednak nie miałam pojęcia co to jedt. Oczywiście wpisałam od razu w google żeby zobaczyć co to jest, ale to co przeczytałam tam nawet w najmniejszym stopniu nie pokazywalo jak ta choroba na prawda wygląda. Dopiero teraz czytając Twój wpis uświadomił mi jak ciężka jest ta choroba. Ogromnie się cieszę, że odwazylas się o tym napisać. Jak najwięcej osób powinni poznać taka chorobę, trzeba ludzi uświadamiać , że takie choroby istnieje i samemu trzeba zadbać o właściwe badania.
    Przede wszystkim podziwiam Cię Twoja, że się nie poddajesz, walczysz. Jesteś przykładem jak walczyć z trudnościami, jak się nie poddawać i że z pewnymi rzaczmi musimy się pogodzic i żyć dalej cieszac się z tego co mamy. Tak wiele osób dzisiaj nie docenia tego co ma. Sama często przejmuje się głupotami, a Ty swoim wpisem sprowadzasz mnie na ziemię. Trzeba się cieszyć wszystkim co mamy.
    Życzę Ci aby Twoja choroba się wstrzymała, a także nadal mnóstwo uśmiechu ♥️♥️♥️♥️ i rowniez gratuluje wspanilegow męża, który rozumie i potrafi wspierac. Wsparcie w takich momentach jest najcenniejsza rzeczą jaką możemy miec ♥️♥️♥️
    trzymam bardzo mocno za Ciebie kciuki ♥️
    Od dziś już na pewno stala obserwatorka Edyta 🙂😘

    0

  • Gosia

    Jesteś przecudowna! Obserwuje Cię na instagramie i raczej nie mam w naturze pisac komentarzy (🤷‍♀️) to muszę napisać, ze jesteś bardzo dzielna, nie wyobrażam sobie przez co przechodzisz ale bardzo mocno trzymam kciuki za wszystko co robisz i jestem z Tobą codziennie na insta ♥️
    Ściskam Cię gorąco, Gosia ♥️

    0

  • Nika Nika

    Jakbym czytała o sobie. Ja z
    doświadczeń wyniosłam jedno, nigdy więcej zabiegów ani syntetycznych hormonów. Rozwój osobisty, praca z emocjami, dobrze dobrana dieta I suplementy, naturalny progesteron mogą zdziałać cuda. Trzeba wziąć swoje zdrowie w swoje ręce I podejść do tej choroby holistycznie. To działa!

    0

  • Anka

    Witaj,jestem właśnie świeżo po obejrzeniu twojego instastory.Moja siostra też choruje na to samo ,wiedz wiem jak to wygląda z perspektywy kogoś bliskiego .Choć przyznam ci że otworzylas mi czy na tą chorobę,też czasem myslam:jej jak ta moja siostra sie nad soba użala…ale teraz wiem że tak nie było.W tym roku skończyła właśnie 40 lat niestety dowiedziała się że nie ma szans na ciąże choć próbowała już wszystkiego ale nie stety nigdy nie będzie jej dane być matką,cały czas ja wspieramy ,ale wiedzę po tobie że jak ona sama sobie nie poradzi​ ze sobą to nikt z nas jej nie pomoze.Jestes świetna kobieta i masz wspaniały glos😊takze nie przejmuj się jakimis głupimi uwagami a zaraz pewnie zalajkujemy twoje wszystkie zdjęcia gdzie są książki i miny im wszystkim z rzędna ile twoje zdjęcia mają polubien.Wielki buziak dla ciebie 😘 pozdrawiam

    0

  • Sandra

    Mam 21 lat i podejrzewana jest u mnie endometrioza. Mam dość nietypowe objawy – nie jest ona bolesna, natomiast jest umiejscowiona przy pachwinie czyli na zawnatrz organizmu. Zlecono mi pobranie materiału do badania u histopatologa ale tak bardzo się boję, że to naprawdę będzie to. Podejrzewana jest także dwuroznosc macicy – wiec sama myśl o tym, że w przyszłości (nawet tej dalekiej) mogę nie mieć szans na dziecko – to przeraża. Postanowilam badanie na hist-pat zrobić po wyjeździe wakacyjnym, żeby chociaż w tym momencie o tym nie myśleć. Nie wiem czy dobrze robie, ale po prostu się boje.

    0

  • Sylwia Wysocka

    U mnie zdiagnozowano endometrioze 2 lata temu – miałam 26 lat. Również od czasów nastoletnich bardzo cierpiałam z bólu podczas miesiączki. Po 2 laparotomii te 2 lata temu lekarze powiedzieli że jedyną szansą na dziecko w moim przypadku jest in vitro- niedrożność prawego jajowodu doszła prócz choroby. Drugie podejście zaowocowało ciąża- od 3 miesięcy jestem szczęśliwą mamą, ale już myślę o powrocie miesiączki, bólu i nawrotu choroby. Przeraża mnie to. Czytając Twój tekst czułam to co Ty czujesz .
    Jesteś wielka i życzę zdrówka 🙂
    Będę zaglądać częściej 😉
    Pozdrawiam

    0

  • Basia (BonnieBlueBeauty)

    Czytałam i płakałam, bo przeszłam dokładnie to samo. Z tym, że od endomendo można umrzeć, bo mnie ledwo odratowali. Miałam organizm zniszczony środkami przeciwbolowymi (codziennie Doreta, czyli tramal), wylewy krwi do jamy brzusznej, zresztą wiesz jak jest. I byłam w najlepszych ośrodkach w Polsce, Niemczech, Czechach. Ratunek znalazłam dopiero w Polsce, w klinice we Wrocławiu u dr Preeti Agrawaal. Dzięki nim odrósł mi wycięty jajnik (potwierdzone u niezależnego radiologa, który nazwał to cudem – to nie cud, tylko odpowiednie leczenie) i żyję normalnie, bez tabletek. Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś więcej, to pisz na prv.

    0