Processed with VSCO with a5 preset

Jak wyrobiłam w sobie pozytywne myślenie – etapy zmiany

 

 

Długo przyszło Wam czekać na kolejny wpis niedotyczący książek, a moich osobistych doświadczeń, przemyśleń, historii. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że tak bardzo zainteresuje Was droga, jaką pokonałam, by być właśnie w tym miejscu, w którym obecnie się znajduję. I nie chodzi bynajmniej o zamieszkanie w Krakowie 😀

Chodzi o etapy, które pokonałam, by z kobiety – tornada, która, kiedy wpadnie w szał, zmiata z powierzchni ziemi wszystko, co wpadnie w jej ręce, wiecznie niezadowolonej, udręczonej życiowo marudy, stać się kobietą spełnioną, zadowoloną, szczęśliwą, doceniającą to, co ma. Nadszedł zatem czas, by zmierzyć się z wpisem na tak ważny dla mnie temat.

 

***

 

STARA JA

Zacznę od tego, w co być może ekstremalnie trudno będzie Wam uwierzyć – jestem typem nerwusa, choleryka. Mój temperament jest iście ognisty. Krzyczę, wymachuję rękami, nie odpuszczam. Zamartwiam się się do upadłego, o wszystkich i o wszystko. Potrafię się gnębić psychicznie do tego stopnia, że nie wiem jak się nazywam. Jeśli jest dobrze, wpadam w popłoch, bo na pewno zaraz będzie źle. Przecież nie może być za długo spokojnie!

Tak było. Taka jest moja natura. Nadopiekuńcza, nadwrażliwa. Co takiego musiało się stać, żebym się otrząsnęła, pozwoliła żyć sobie i innym? Tutaj Was nie zaskoczę. To była choroba. Choroba, przez którą przeżyłam gehennę, a która pozwoliła mi przewartościować swoje życie i spojrzeć na nie z innej perspektywy. Chciałabym, byście mieli możliwość zmiany myślenia, bez moich dramatycznych doświadczeń. Chciałabym, byście mogli pójść na skróty 🙂

 

CHOROBA JAKO PUNKT ZWROTNY

Choruję na endometriozę, wiecie o tym i na jej temat mówię tyle, że tutaj tylko o niej wspomnę. Zanim jednak doszło do diagnozy, dowiedziałam się…, że mam raka jajnika. Była to błędna diagnoza, która jednak wystarczająco namieszała w życiu moim i moich bliskich. Mówi się, że rak to nie wyrok. To nie tak. Kiedy słyszysz, że masz raka, dla ciebie jest to wyrok. Nie oszukujmy się. W pierwszy momencie myślisz o tym, że umrzesz. I na nic zdają się zapewnienia, że raka można leczyć, że to nic nie znaczy, że masz wsparcie bliskich, że zajmą się tobą specjaliści. Jesteś pewna, że umrzesz, że to koniec życia, że planowany wakacyjny wyjazd nigdy się nie odbędzie, że nigdy już nie zobaczysz ukochanego, rodziców, psiaka. I w końcu myślisz: „w ogóle sobie nie pożyłam, nie zrealizowałam marzeń, niczego ważnego nie doświadczyłam”. Na co dzień nie myślimy o śmierci, odkładamy wszystko na odległe „kiedyś”. Robiłam tak codziennie, wierzcie mi. Wiem, że robimy tak wszyscy. I mam dla Was teraz propozycję. Lekko szokującą.

Moi Drodzy, wyobraźcie sobie teraz, w tym momencie, w którym czytacie ten tekst, że nie będzie dla Was jutra. Koniec. Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie, że nie zobaczycie więcej bliskich: dziecka, męża, chłopaka, mamy, babci, ukochanego kocurka, psiaka. Nie pojedziecie już na urlop, nie wrócicie jutro do pracy, nie skończycie studiów. Nie zobaczycie filmu, na który tak czekacie. Nie wstaniecie jutro z łóżka, nie wypijecie porannej kawy. Nie założycie więcej ulubionych butów. Nie będzie was. Rozumiecie? Czas, który został wam dany, zaraz się skończy. I jak? Co czujecie? W jakim momencie życia się znaleźliście? Co osiągnęliście? Przeżyliście to wszystko, co warto przeżyć? Zobaczyliście to, o czym zawsze marzyliście? Wypowiedzieliście słowa, które powinny zostać wypowiedziane? Jeśli tak, jesteście prawdziwymi szczęściarzami. Jeśli nie, to znak, że powinniście zmienić coś w swoim życiu.

Ja stanęłam przed dokładnie taką wizją, jaką postawiłam przed chwilą przed Wami. Z dnia na dzień moje życie się zawaliło. Nie zaczęłam go wtedy zmieniać, nawet tak nie myślcie. Dopiero wtedy tak naprawdę stałam się pesymistką, czułam się przegrana, złamana fizycznie, psychicznie. Miałam pretensje do świata o to, że zostałam tak doświadczona, że ja biedna, taka dobra, nikomu niewadząca, a ciężko zachorowałam, że umrę. Standardowe pytanie „dlaczego ja, a nie ktoś, kto na to zasługuje?” (ach, jakie miałam wysokie mniemanie o sobie), padało z moich ust bez przerwy. Płakałam, krzyczałam, to znowu zamykałam się w sobie, nie chciałam nikogo widzieć. I wyobraźcie sobie, że taki stan trwał przez równiutki miesiąc. Nie muszę wam mówić, że kiedy jechałam na operację, na którą przez cały ten okres czekałam, byłam już wrakiem człowieka. Ze stresu schudłam 6 kg, wypadały mi włosy, miałam problemy skórne (zobaczcie, co stres robi z naszym organizmem), fatalne wyniki badań. Bardzo żałuję, że nie znalazłam zdjęcia, które zrobiono mi niedługo po operacji. Stała na nim uśmiechnięta, młoda dziewczyna, którą w pierwszym momencie od razu posądzilibyście o anoreksję. Same kości, piersi jak u mężczyzny, ręce patyki. Ten uśmiech na twarzy wyglądał wręcz groteskowo przy mojej postawie. Jednak to wtedy po raz pierwszy zaczęłam zastanawiać się nad moim życiem, dopatrywać się w chorobie, głębszego sensu. Nie, nie chorowałam na raka. Endometrioza zaś nie jest wyrokiem. Widziałam, że od tego momentu będzie towarzyszką mojego życia, jednak nie umierałam! Żyłam, dostałam szansę. I rozpoczęłam nowe życie.

 

 

NOWA JA

Nie jestem Beatą Pawlikowską. Nie żyję frazesami. Nie czytam co rano afirmacyjnych cytatów, które mają mi się wyryć w umyśle i dzięki nim zmieni się moje życie. Szczerze? Próbowałam tego. To jedna, wielka bzdura, nic więcej, jak tylko sprawny marketing. Zmienienie spojrzenia, perspektywy to ciężka praca, która nieraz kończy się upadkiem. I cytaty Beaty Pawlikowskiej, czy Ewy Chodakowskiej po prostu nie pomogą. Tak było ze mną. Nie wystarczyło, że w jednym momencie doceniłam, to co mam, byłam szczęśliwa, że żyję, świat był piękny. Zawsze w końcu przychodzi codzienność. Można myśleć pozytywnie, kiedy w życiu się układa. Prawda? Wtedy to takie łatwe. Gdybyście mnie jednak zapytali, czy życie jest piękne, kiedy leżałam kolejny raz w szpitalu, kiedy kolejny raz dowiadywałam się, że jest źle, kiedy nienawidziłam swojej pracy, kiedy jej nie miałam bardzo długo, bo i tak się zdarzyło, odpowiedziałabym Wam, żebyście popukali się w głowę i zapewne mnie z kimś pomyliliście, bo ja nie mogłam nic takiego mówić 😀

Takie zrezygnowanie i pretensje do świata trwały jakiś czas. Długi czas… Aż któregoś dnia, kiedy histerycznie płakałam, przeklinałam wszystko i szukałam w sobie pomocy, bo było już ze mną tak źle, że po prostu chciałam umrzeć, przypomniałam sobie moment, w którym u lekarza dowiedziałam się, że mam raka. To był punkt zwrotny. Jeśli próbowaliście wyobrazić sobie tę sytuację, kiedy was wcześniej o to prosiłam, możecie choć w części wyobrazić sobie, jak bardzo ona może nami wstrząsnąć. Chciałam umrzeć. Dobre sobie. Kiedy usłyszysz, że naprawdę możesz umrzeć, odechciewa Ci się w mig żegnania ze światem. I nagle pomogło. Pamiętam tę chwilę, jakbym ją przeżywała przed chwilą. Żyję. A jeśli żyję, mogę cokolwiek zdziałać, mam wybór. Albo będę siedziała na tej podłoże i wylewała morze łez, użalała się na sobą, jaka ja jestem biedna, poszkodowana, albo ruszę dupę i zacznę coś robić, cokolwiek. Umyłam naczynia. Nie macie pojęcia jak praca, ruch, jakikolwiek wysyłek, pozwala się odciąć, skupić i nadać sens. Właśnie wtedy postanowiłam wyłapywać negatywne myślenie (wbrew pozorom, jest to trudne – myśli szybko nam umykają, nie skupiamy się na nich, a jeśli nie zauważamy, że myślimy negatywnie, nie możemy sobie pomóc) i kiedy się pojawi, zmieniać perspektywę: co by było, gdyby jutro miało mnie nie być?

Kiedyś na Instagramie, napisałam Wam o jednej z moich ulubionych lekcji Dalajlamy. Bardzo lubię od czasu do czasu je przeczytać, ponieważ jest to tak niezwykły człowiek, tak niebywale inteligentny, że chyba nikt tak, jak on, nie potrafi zwrócić uwagi na problem i pokazać w prostych słowach, kilku zdaniach, jak go rozwiązać. Otóż Dalajlama powiedział, że „szczęście osiąga się poprzez zastępowanie każdej gorzkiej i negatywnej myśli, radosną i piękną”. Kochani, jakie to jest prawdziwe. Wiem, że kiedy pierwszy raz czytacie takie słowa, uśmiechacie się drwiąco. Ja przeczytałam to zdanie, kiedy już na własnej skórze przekonałam się, że taka metoda jest najlepszą z możliwych. Zaczęło się od tej wspomnianej już zmiany perspektywy i wyobrażeniu sobie, że dziś jest ostatni dzień mojego życia, skończyło na tym, jak żyję obecnie.

 

 

UWAŻNOŚĆ – TU I TERAZ

O, rany, tylko nie to! Tak pewnie pomyśleliście, czytając nagłówek 😀 Tyle mówi się o treningu uważności i sławnym „mindfulness”, że jeśli jesteście takimi nieufnymi typami jak ja, macie ochotę w tym momencie wyłączyć ten wpis. Nie róbcie tego. Nie tylko dlatego, że pisałam go przez 5 godzin! 😀 Zaraz Wam wytłumaczę, jak to jest ze mną 🙂

Kiedy w trudnych momentach zaczęłam sobie wyobrażać, że moje życie może za chwilę się zakończyć i zauważyłam, że to myślenie pomaga mi w otrząśnięciu się, chciałam bardzo, by te wszystkie negatywne myśli pojawiały się jak najrzadziej. Co mi po tym, że raz na rok, w naprawdę ciężkiej sytuacji, docenię to, co mam, jeśli przez jego resztę wprowadzam się w permanentny smutek, złość? Postanowiłam więc bardziej kontrolować to, o czym myślę. Nigdy nie korzystałam z żadnego coachingu. Kiedy wszyscy dostawali na jego punkcie świra, ja, nastawiona do wszelkich socjologicznych nowinek sceptycznie, kręciłam tylko głową. Wszystko, o czym Wam tu teraz piszę, jest wyłącznie moim intuicyjnym zachowaniem 🙂 Ale do sedna.

Postanowiłam kontrolować myśli. Ponieważ ćwiczyłam od jakiegoś czasu jogę, umiałam po prostu usiąść na tyłku i BYĆ. Skupić się. A to już wielki krok i wielki sukces. Jeśli choć przez kilka minut będziecie w stanie usiąść w fotelu, położyć się do łóżka i przed snem przez chwilę skupić na tym, co dookoła, co słyszycie za oknem, na oddechu partnera, na tym jak przełykacie ślinę, sami oddychacie, to będzie WIELKI SUKCES. Zauważcie, że na co dzień tego nie robicie. Jesteście jak roboty. Jeśli natomiast trzeba przez chwilę skupić się na sobie, pojawia się problem. A to jest właśnie uważność 🙂 I to właśnie robiłam ja. Najczęściej przed snem uspokajałam się, nie oglądałam telewizji, tylko ścieliłam łóżko, kładłam się i skupiałam. Na początku robiłam tak od czasu do czasu, a następnie zaczęłam takie skupianie się ćwiczyć codziennie. Codziennie przed snem, a później i w ciągu dnia. Nauczyłam się być tu i teraz, wyłapywać myśli, kontrolować to, o czym myślę, czyli po prostu to zauważać, a nie tylko myśleć (rozumiecie mnie jeszcze? 😀 ). Mówi się, że to doświadczanie momentu. Można i tak to nazywać, dla mnie bardziej po ludzku brzmi „skupianie się”. Kiedy usiądziecie już w fotelu, skupicie się, pojawi się zapewne jakaś myśl. Wyłapcie ją, zobaczcie w jaki sposób na nią zareagujecie: uśmiechniecie się, będziecie głodni (kocham myśleć o jedzeniu :D), smutni? W tym momencie „złapaliście” myśl i reakcję na nią. A teraz spróbujcie zastąpić ją inną myślą. To jest właśnie lekcja, którą daję sobie codziennie. Kładę się i skupiam na tym, co czuję, co słyszę. Dzięki takim codziennym „lekcjom” w tej chwili praktycznie zawsze jestem w stanie wyłapać negatywne myślenie. Wiem, kiedy zaczynam się negatywnie nakręcać. WIEM, ŻE myślę, a nie tylko myślę. Rozumiecie różnicę? Kiedy zaczynam się negatywnie zapętlać, wyłapuję te myśli i szybko zastępuję je pozytywną. Jakie są te pozytywne? W moim przypadku fakt, że mam kochającą rodzinę, że mam dobrego partnera, przełamałam się i założyłam firmę, nie mam raka, a tylko endometriozę, za chwilę przeczytam książkę, na która ogromnie czekam. Tych myśli są setki. Każdy z nas ma swoje. Chodzi o to, by te negatywne, kiedy tylko się pojawią, zastępować pozytywnymi. A jak nauczyć się znajdywać pozytywne myśli, pozytywy w swoim życiu? I tu już ostatnia moja lekcja, która jest nieodłączną częścią codzienności 🙂

 

 

WDZIĘCZNOŚĆ

Praktyka wdzięczności to coś, co niesamowicie, ale tak naprawdę NIESAMOWICIE pomogło mi w życiu. I o czym ogromnie chciałam zawsze wam szerzej napisać.

W tym przypadku znowu nie miałam pojęcia, że taka praktyka istnieje. Intuicyjnie czułam, że czegoś podobnego potrzebuję, by „nakręcać” się pozytywnie. Któregoś wieczoru przed snem (tak, dużo myślę przed snem, ale wyłącznie pozytywnie) zaczęłam wyliczać, co dobrego spotkało mnie w ciągu dnia. Spędziłam go wyjątkowo przyjemnie i kiedy już położyłam się do łóżka, zaczęłam przypominać sobie o wszystkich miłych sytuacjach, których doświadczyłam. Wstałam w super pozytywnym nastroju!  To był czas, kiedy miałam małe problemy, rozmyślałam o nich wieczorami, nie mogłam z nerwów spać, jeść. Kiedy widzę dobre zmiany w swoim zachowaniu, od razu zaczynam badać, co jest ich przyczyną, by móc ją bez końca powtarzać 😀 Kiedy więc wyłapałam, że dobrze się czuję, gdy codziennie wieczorem wyliczam, za co jestem wdzięczna w tym konkretnie dniu, analizować, co dobrego mnie spotkało i ze spokojem usypiam, zaczęłam tę praktykę stosować codziennie, każdego dnia wieczorem. Trwa to już kilka ładnych lat 🙂  Wstaję w dobrym nastroju, dobrze zaczynam dzień, a wtedy już zdecydowanie lepiej o pozytywne myślenie.

 

Muszę Wam przyznać, że nienawidzę w sobie marudzenia, negatywnych myśli. Nie lubię ich też w innych ludziach. Od razu od nich uciekam. Robię to po to, by nie dać się wciągnąć w ich tok myślenia. To zaraźliwe. Na pewno wielokrotnie doświadczyliście tego, że kiedy znajdziecie się w towarzystwie kogoś, kto narzeka, zaraz robicie to samo. I nakręcacie się. Dlatego po prostu nie chcę słuchać marudzenia. Albo sprowadzam rozmowę na inne tory, albo po prostu ją ucinam. Nie jest tak, że nigdy nie daję się w taką rozmowę wciągnąć. Oczywiście, że daję! Nie jestem święta. Potrafię się wkurzyć. Potrafię mocno zasmucić. Jednak w tej chwili umiem ten stan szybko rozpoznać i natychmiast go przegnać 🙂 To wielka ulga. Były w moim życiu sytuacje, w których dosłownie czekałam za zawał.  Wkurzałam się, wpadałam w taki szał, że nie umiałam już kontrolować swojego zachowania. Dopadał mnie smutek, załamanie tak wielkie, że nie chciało mi się żyć. Nie umiałam już znieść tych stanów. To było ponad moje siły. I gdybym wtedy nie zawalczyła o siebie, nie wiem, jak by się to skończyło.

Umiejętność pozytywnego myślenia nie rodzi się z dnia na dzień. To ciągła, ciężka praca nad sobą. To wiedza o tym, co nam służy, a co nie. Wyłapywanie swoich reakcji. Jeśli po przeczytaniu pewnej książki, obejrzeniu konkretnego filmu, przebywaniu w towarzystwie danej osoby, zauważymy, że czujemy się źle, po prostu tego unikajmy. Jeśli myślimy negatywnie, zapętlamy się w tym, wyłapmy te myśli i zamieńmy je na piękne, pozytywne. Spróbujmy raz, drugi, raz na dwa tygodniu, raz na tydzień. To będą pierwsze sukcesy. A kolejne pojawią się szybciej niż się spodziewacie 🙂

 

KSIĄŻKI

Na koniec chciałam Wam polecić trzy książki, które ogromnie mi pomogły w całym procesie. Dały kopa do działania, motywację do pracy i głęboko wyryły się w mojej pamięci 🙂

 

1. „Jak przestać się martwić i zacząć żyć” – Dale Carnegie

 

2. „Mindfulness. Trening uważności” z płytą CD – Mark Williams, Danny Penman

 

3. „Jedz, módl się, kochaj” – Elizabeth Gilbert

 

POWODZENIA, KOCHANI! 🙂

 

Wasza Margot

  • Maja Cyranek

    Kochana jak ja Cię rozumiem. Co prawda nie choruję na endo mendo, ale w ubiegłym roku przeżyłam ogromną stratę. Później zdrowie mi się sypnęło, podejrzenie najpierw nowotworu szyjki macicy, potem krwi. Masę badań, wycinki i wizyty w centrum onkologii i przewartościowałam swoje życie.
    Staram się doceniać każdy dzień i cieszyć się z małych rzeczy.
    Mnie bardzo pomogła wiara i rodzina.
    Mam swoje choroby, leki i ograniczenia, czasem nachodzą mnie ciemne myśli,ale walczę i staram się je odgonić.
    Jestem pełna podziwu dla Ciebie, bardzo lubię Cię obserwować na insta. Pozdrawiam cieplutko. Twoja psychofanka @mc.majaa

    0

    • Jeju, Kochana, tak mi przeogromnie miło! Bardzo Ci dziękuję za te słowa i życzę Ci OGROMU zdrówka 🤗 Ściskam najmocniej ❤️❤️

      0

  • Olga

    Niesamowity wpis! Muszę sama tak spróbować, bo też mam problem z negatywnym myśleniem i nakręcaniem się bez sensu na złe myśli 🙁 Już od jakiegoś czasu chcę to zmienić, myślałam, czy iść do psychologa, ale spróbuję Twoich metod 🙂 Więc dziękuję za Twą odwagę i podzielenie się tym! Też przyszłam z insta (@zaczytany_introwertyk). Pozdrawiam serdecznie!

    0

    • Kochana, spróbuj! Naprawdę można zdziałać ze sobą cuda! 😊 A jeśli to nie pomoże, psycholog też będzie super opcją, bo to specjalista od pomagania w takich sytuacjach 😊 Jedno jest pewne, nie można tak tego zostawić. Ja myślałam, że oszaleję! 🙈 Dziękuję ogromnie 🤗❤️

      0

  • Justyna

    Czytając ten wpis czuję, że jesteśmy do sobie bardzo pobne. Tak jak Ty jestem bardzo emocjonalna, jestem choleryczką, szybko potrafiłam zatracić się w wisielczym nastroju. Ż czasem naczylalam się pracować nad tym i część tych rzeczy, którymi się „posługujesz” są mi bliskie. Wpis bardzo dobry- nie wydumany, bardzo praktyczny- dobra robota:)

    0

    • Kochana, aż nie wiem, co napisać… ❤️ Tak bardzo dziękuję! I jest dokładnie tak, jak napisałaś 😊

      0

  • Milena Chwierot

    Bardzo fajny wpis. Ja od jakiegoś czasu też się tego uczę właśnie uważności, wsłuchiwania w siebie i staram się nie zadręczać myślami chociaż często jest to mega trudne ale walczę. Skupianie się na tym co jest teraz i nie przejmowanie się tym co było i będzie to na prawde trudna sprawa ale jak tu wspominasz wszystko jest do wypracowania wystarczy się trochę wyciszyć. Jakiś czas temu czytałam artykuł w magazynie Coaching, że rzeczą którą człowiek potrzebuje najbardziej w dzisiejszym świecie jest CISZA i to jest prawda!

    0

    • Piękne słowa! Żyjemy w takim pędzie, za szybko, za mocno, za GŁOŚNO! Cisza jest zbawienna 😊

      0

  • Misz Masz

    Masz rację. Życie jest za krótkie, żeby przeżyć je byle jak. Tylko dlaczego często dochodzimy do tych wniosków tak późno, dlaczego my ludzie sami sobie robimy pod górkę… Dziękuję za ten wpis 💟.

    0

    • Prawda? Sami się nakręcamy, sami siebie krzywdzimy, męczyny, stresujemy. A życie jest tylko jedno. To ja dziękuję 😊❤️

      0

  • Aneww

    Ze spokojem, w skupieniu i z uwagą. Tak przeczytałam 😊 uwielbiam, takie to prawdziwe

    0

    • Jejku, no radość taka ogromna, że brakuje mi słów! Dziękuję! ❤️❤️

      0

  • Sylwia Sylka

    Świetny teks i zgadzam się z tobą kochana 😘😘😘

    0

    • Aaaa! Czytałaś! Tak się cieszę! 🤗💕💕

      0

  • Magdalenamichalak4546

    Kochana Margot przeczytałam w skupieniu i to 3razy.Takie to życiowe,prawdziwe..Dziękujemy że dzielisz się swoim życiem z nami❤

    0

    • Kochana, to ja dziękuję przeogromnie, że chcecie czytać te moje wypociny i że Wam się podobają chociaż trochę! Jestem tak wzruszona! 😭💕💕

      0

  • Lola

    Na pewno bede wracala do tego tekstu moze dzieki tobie i mi uda sie wypracowac pozytywne myslenie. Jestem okropna choleryczka, histeryczka i zycie ogromnie mnie ostatnio frustruję, a tak trudno dostrzec mi pozytywne jego aspekty

    0

    • Kochana, znam na pamięć wszystko, o czym napisałaś. To cała ja. Zmiana takiego myślebia wymaga czasu i pracy każdego dnia, ale naprawdę warto. Naprawdę ❤️

      0

      • Lola

        Dzieki za odpowiedź. Zainspirowałaś mnie do pracy nad soba. Świetny teks. Pozdrawrawiam gorąco i życzę samych pięknych i pozytywnych mysli❤️❤️❤️

        0

  • Podziwiam Cię za to jaka drogę odbyłaś. Walka z samym sobą jest najgorsza 😀 Ja od lat mam problemy ze zdrowiem, których efektem są stany depresyjne i lękowe i próbuję sobie radzić ale czasami mam gorsze okresy. Uwielbiam Cię słuchać i oglądać na insta bo zawsze poprawiasz mi humor, a ten post jeszcze bardziej zmotywował do pracy nad sobą. Życzę Ci dużo szczęścia bo jesteś wspaniałą kobietą 😀

    0

    • Kochana, tak ogromnie dziękuję! 🤗❤️ Wiem, o czym piszesz. Ja już po prostu nie dawałam rady. I jeśli chciałam poprawić to swoje tragiczne życie, które było takim w moim wyobrażeniu, to nie miałam wyjścia i musiałam dać sobie w twarz z całej siły. Wiele razy bolało, ale efekty są warte takiej ceny 😄 Zdrówka!! 🤗❤️

      0

  • Jagoda

    Świetny tekst. Mam podobny charakter i jestem strasznym nerwusem. Z biegiem czasu podobnie jak Ty nauczyłam się wyciszać i koncentrować na dobrych stronach życia. Czasem medytuję przed snem by łatwiej zasnąć, przerwać potok i natłok myśli po całym dniu
    Wydaje mi się, idąc tropem uwaznosci, że w obecnych czasach jest nam też potrzebna uwazność skierowana na innych by nie skupiać się tylko na sobie.
    Poproszę więcej takich życiowych tekstów🙂

    0

    • Tak się cieszę! ❤️🤗 Na pewno będę pisała więcej na takie życiowe tematy 😊 Dziękuję ogromnie! ❤️

      0

  • Patrycja Zet

    Droga Margot, My ludzie ciągle żyjemy w przyszłości. Kiedyś pojadę na wakacje, kiedyś pójdę na kurs tańca, nauczę się języka – jak to wszystko jest nam dobrze znane. A gdyby następnego dnia zrobić mały krok w celu osiągnięcia marzeń? Są one często bardziej dostępne niż nam się wydaje. Czekają na nas, a my nie mamy odwagi po nie sięgnąć… Dziękuję za bardzo motywujący wpis, zostanie ze mną na dłuuuugo! 🙂 Pozdrawiam i chętnie przeczytam kolejny tekst!

    0

    • Jestem przeszczęśliwa! Tak bardzo dziękuję za taki motywujący komentarz, Kochana! 🤗❤️

      0

  • Sylwia

    piekny wpis ❤️ksiazki naprawde pomagaja ,przeczytalam Ho‘oponopono o hawajskich rytualach wyciszenia sie i odkrycia wszystkiego co piekne naookolo i ta ksiazka zmienila moje podejscie do ludzi,probuje nie wybuchac ,gdy ktos mnie zdenerwuje 😊
    od 30 lat cierpie na migrene i endometrioze ,teraz jestem w ciazy i na cale szczescie wszystko ustapilo ,zycze Tobie duzo zdrowka ❤️

    pozdrawiam Sylwia

    0

    • Jak cudownie, Kochana! Popatrz, ile zmienia się w naszym życiu, kiedy zmieniamy podejście? 😊❤️ Ściskam i życzę dużo zdrówka! 🤗💕

      0

  • Doskonale cię, Gosiu, rozumiem, mimo że chorujemy na dwie różne choroby. U mnie też utrata słuchu była takim bodźcem do tego, żeby zmienić nastawienie, żeby bardziej doceniać to, co się ma, bo mogło być gorzej, guz mógł urosnąć w gorszym miejscu i zamiast słuchu – pozbawić mnie czego ważniejszego. Nie jest tak, że zawsze jestem szczęśliwa, mam gorsze chwile, są dni kiedy nienawidzę tego, co mnie spotkało. A potem wraca myśl: dobrze, że to ja jestem chora, nie rodzice, nie brat; dobrze, że to ja straciłam słuch, bo nie poznałabym mojego Marcina, kultury Głuchych i przepięknego polskiego języka migowego. Może byłabym nadętą snobką, kto wie.

    Dziękuję za ten wpis i za to, że się tak przed nami otwierasz <3

    0

    • Zawsze tak pięknie piszesz, że aż brakuje mi słów… ❤️ Mamy tak podobne podejście do życia 😊 Dziękuję, Kochana, za te słowa 🤗💕

      0

  • Anita Filipiuk

    Przeczytałam Twój cały post i podziwiam, że byłaś w stanie te osobiste uczucia tu przenieść. Mam paru znajomych, którzy są właśnie tacy że ciągle narzekają i to przechodziło na mnie. Dlaczego piszę w czasie przeszłym otóż dlatego, że zakończyłam z nimi znajomość. Oprócz tego, że ich nastrój dla mnie się udzielał to dawali mi „złote” rady jak mam żyć i zmienić swoje życie a sami nie zrobili nic ze swoim. Zapewne te motywujące książki działają, ale nie na mnie. Przeczytałam kiedyś jedną z takich; „Jedz, módl się i kochaj” mam jako audiobook. Chciałabym, żeby ktoś tak pokazał innym (pisałam ci kiedyś na priv na Instagramie, że ja nie umiem) na czym polega moja choroba i że osoby z nią żyjące nie są trędowate (niestety tak się czuję wśród znajomych i bliskich mi osób). Pozdrawiam Cię serdecznie

    0

    • Wiem, Kochana, co masz na myśli. Cudownie, że zmieniłaś towarzystwo, że ukróciłaś znajomości, które toksyczne. Przerabiałam takie 🙈 Życzę Ci dużo zdrówka i pozytywnych myśli 😊❤️

      0

  • Edyta Goreczny

    Witaj Kochana, bardzo sie cieszę że zdecydowałaś się z nami podzielić tym jak poradziłaś sobie z problemami. Czytając początek to dokładnie jakbym widziała się siebie i pomimo, że nie choruje na nic poważnego to nauczyłam się doceniać życie właśnie po chorobie taty, który miał raka i w ciągu roku zmarł, był to ogromny cios i na początku tylko rozpacz i płacz. Wtedy właśnie zaczęłam szukać czegos co pomogłoby mi się pozbierac i odnalazłam to właśnie w ksiazkach. Najpierw były to jakiekolwiek książki byle tylko skupić się na nich i zapomnieć o bólu o stracie o mnóstwie problemow,które po tym powstaly. Później właśnie zaczęłam szukać innych, które pomogły by zacząć cieszyć się życiem itp. i w końcu po pewnym czasie udało się. Nauczyłam się myśleć o dobrych momentach, chwilach. Cieszyć się z tego co jest i nie rozpamiętywać tego co było. To również pozwoliło mi się zakochać w książkach i nie potrawie teraz bez nich żyć.
    Ważne aby każdy znalazł jakiś swój sposób na radzenie sobie z problemami 🙂
    Także najważniejsze walczyć i nigdy nie poddawać się!! 🙂

    0

    • Właśnie tak! ❤️ Kochana, tak Ci dziękuję, że podzieliłaś się ze mną swoją historią 🤗 Ja się od Was bardzo dużo uczę, z każdego podobnego komentarza wynoszę coś dla siebie, dlatego jeszcze raz dziękuję i ściskam NAJMOCNIEJ! 😊💕

      0

  • Anna Maj

    Dziękuję Ci za ten tekst, za to ile pracy w niego włożyłaś. Jesteś niesamowitą osoba. Prosimy o więcej takich nieksiążkowych 😉

    0

    • Tak bardzo się cieszę! Kochana, będzie dużo nieksiążkowych postów, bo tak wiele mam Wam do napisania! 😊❤️

      0

  • Bukowy_Czytajnik

    Bardzo ci dziękuje za ten wpis! Odkąd cię zaczęłam obserwować i zaczęłam regularnie oglądać twoją piękną osobę na Instastory to myślę sobie „Kurdę jaka cudowna kobieta! Bije z niej szczęście, pewnie dlatego tak dużo ludzi ją polubiło!” I pewnie tak jest! 🙂 A co o mnie? Mimo, że mam dopiero 17 lat i dużo niemiłych sytuacji w szkołach to… Zawsze myślę pozytywnie. Nie wiem dlaczego. Mama zawsze się śmiała, że jestem promyczkiem szczęścia i coś w tym jest. Nie przejmuje się czymś na co nie mam wpływu, jestem za to upartą marzycielką, która nie lubi płakać i która wie do czego dąży. Nigdy nie miałam okresu buntu, nigdy nie miałam złych myśli. Myślę, że to przez wsparcie mojej mamy. Ale widząc niektóre osoby, które mają inaczej trzymam za nie kciuki, żeby jednak zaczęły doceniać to co mają!

    0

  • Chyba muszę się zastosować do Twoich porad, bo czasem moje czarnowidztwo przeraża mnie samą… Świetny wpis- otwierający oczy na to, co istotne, a co tak często pomijane w naszym życiu. Podziwiam Cię za to, jak wielkie zmiany wprowadziłaś w swoim życiu, a najbardziej za to, że Ci się to udało. Nigdy nie podejrzewałam, że w przeszłości byłaś marudą, teraz zarażasz optymizmem! ❤️ Pozdrawiam z Instagrama- @nitka_reads

    0

  • inesoksiazkach

    Piękny tekst Gosiu. Tak jakbym czytała Agnieszkę Maciąg, którą kocham i podziwiam. Są pewne sytuacje w naszym życiu, które wskazują nam właściwą ścieżkę do przebycia. Trzeba tylko być uważnym… Myślę, że Ty jesteś na właściwej, ja chyba też, choć bywa wyboista. Ściskam mocno 🙂

    0

  • Ewelina

    Fajny wpis, inspirujący. Wierzę w to, że zawsze kiedy tylko czegoś bardzo potrzebujemy to na to trafimy, jak ja na Twój wpis ☺ wczoraj do Ciebie trafiłam na instagrama i od razu znalazłam coś dla siebie. Dziękuję.
    Postanowiłam o siebie zawalczyć, choć to bardzo trudne. Z radosnej osoby stałam się smutną, narzekającą i bardzo zmęczoną.
    Złamała mnie niepłodność. Tak trudno to sobie uświadomić, przyznać przed samym sobą, bo trzeba być silnym, nie poddawać się i zacisnąć zęby. Kolejni lekarze, leczenie i oczekiwania. Stan zawieszenia to straszny stan. Czekam na ten przełomowy moment z utęsknieniem, ale na razie nie nadchodzi. Potrzebuję tego zwrotu o którym piszesz, bo inaczej tak będę trwać.
    Tak sobie myślę, że każdy musi znaleźć swój sposób na ratowanie siebie. Ty znalazłaś, i choć się nie znamy to cieszę się razem z Tobą ☺
    Czytałam Twój wpis dziś po raz kolejny, i postanowiłam napisać, żebyś wiedziała, że przeczytałam, że spróbuję Twoich rad, że bardzo Ci a nie dziękuję i że napiszę za jakiś czas (jeśli wytrwam) czy podziałały.
    Pozdrawiam Cię 👍☺
    Ewelina

    0

  • Aga Rabe

    Dziękuję za ten wpis, sama jestem osobą taką jaką Ty byłaś… Pełną negatywnych myśli, cholerykiem, który ciągle się denerwuje i martwi… Próbuję się zmienić, ale jakoś ciężko mi to idzie, te różne motywacyjne cytaty jakoś do mnie nie przemawiają… Ale Twoje rady może mi pomogą, bo są takie życiowe, co lubię… Pozdrawiam

    0

  • Ach Gosiu…Jak ja Cię doskonale rozumiem. Nie tylko w kontekście samej choroby, na którą cierpi moja kochana mama i wiem jakie spustoszenie potrafi zasiać nie tylko w organizmie, ale i psychice kobiety.
    Ja również „z natury” jestem taka jak Twoje dawne ja. I właśnie przez moje choroby i doświadczenia staram się naprawić swoje życie. Doceniam to, jakie szczęście mnie spotkało i tak naprawdę chyba nigdy nie zaczęłabym nad sobą pracować gdyby nie J. To on we mnie pobudza wszystkie te pozytywne aspekty…
    Sama teraz staram się iść w dobrym kierunku i kiedy dowiedziałam się, że mój poziom kortyzolu nie pozwala na mocne aktywności – całkowicie poświęciłam się jodze i nie wyobrażam sobie bez niej życia 🙂 Ja również „mama zęby” na wszelkiego rodzaju techniki „coachingowe”, ale to co związane z jogą i medytacją do mnie trafia. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła o sobie powiedzieć, że jestem „pozytywnie usposobiona”.
    Dziękuję Ci za ten post, wiele ze sobą niesie, wiele znaczy i wile strun we mnie porusza.

    Życzę Ci siły i wytrwałości w tym, co robisz. Ja będę trzymać za Ciebie kciuki z całego serca <3

    0

  • mama_tymona

    Hej Gosiu. Poruszył mnie bardzo Twój post. Straszne przeżyć coś takiego, dowiedzieć się że ma się raka, że może zaraz skończyć się życie (cieszę się że to jednak nie to). Wiem jak to jest czuć że zaraz wszystko może się skończyć. Nie tak jak Ty, nie usłyszałam że ja mogę umrzeć tylko mój syn. Najgorsze co przeżyłam w życiu. Ten strach o jego życie każdego dnia od jego urodzenia. Walczyliśmy o jego życie i teraz jest wszystko na dobrej drodze ale było ze mną bardzo źle i tak bardzo chciałam oddać życie za niego. Inna historia niż Twoja ale też zastanawiałam się czemu to mnie spotkało? Tak bardzo go pragnęłam mieć A potem tyle problemów. Czemu to ja muszę tyle cierpieć i patrzeć na niego jak walczy o życie. To wszystkie takie niesprawiedliwe było. Czasami mi się to wszystko przypomina i myślę o tym wszystkim ale mój narzeczony mi powtarza że już jest wszystko dobrze i że inni mają gorzej. Taka prawda, mam synka mojego wymarzonego co prawda z wadą serca do końca życia ale go mam i jest moim szczęściem największym. Trzeba zyc i cieszyc sie z tego co się ma, choć czasem ciężko tak pozytywnie myśleć. Staram się napewno żyć pozytywnie ☺.

    0