269. „Sztuka podglądania” – Marta Motyl

269. „Sztuka podglądania” – Marta Motyl

 

 

 

„Sztuka podglądania”

Autorka: Marta Motyl
Gatunek: eseje
Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 369
Okładka: twarda
Cena rynkowa: 52,99 zł

Ocena: 10/10

 

 

Chociaż doskonale kojarzyłam Martę Motyl, nie miałam przyjemności sięgnąć wcześniej po powieści autorki. Już tłumaczę, z jakiego powodu. A jest on dosyć prozaiczny.

Otóż kojarzyłam pisarkę… z erotykami. A ich po prostu nie czytam. Połykam pozycje z każdego możliwego gatunku, z wyjątkiem dwóch, do których za nic w świecie nie mogę się przekonać: scince fiction i literatura erotyczna/romans.

Kiedy jednak mowa o sztuce, moje serce zaczyna fikać koziołki z ekscytacji. A że i sztuka, i Wydawnictwo Lira tworzą połączenie wprost doskonałe, z zapartych tchem oczekiwałam „Sztuki podglądania”, tym bardziej, że jej autorka, wspomniana wcześniej Marta Motyl, jest historyczką sztuki!

Byłam więc pewna tego, że oto czekać mnie będą pasjonujące wieczory przy wyjątkowej książce.

W najśmielszych jednak oczekiwaniach nie spodziewałam się tego, co otrzymałam w rzeczywistości.

Zaintrygowani?

Świetnie! Zapraszam więc na moją opowieść o prawdziwie uwodzącej „Sztuce podglądania”.

 

 

* * *

 

 

ZMYSŁOWY RYTM SZTUKI

„Scena erotyczna, podobnie jak każda inna scena, wymaga widowiska. Widowisko widowni. Widownia wrażeń, które dogodzą. Dogodzą oku. A oko jest wyjątkowo żarłoczne”.

Być może trudno nam się z tym zgodzić, choć podświadomie wiemy, że to najprawdziwsza prawda. Kochamy podglądać. Z tego choćby powodu bierze się popularność programów reality show, jak Big Brother czy modny w ostatnim czasie Hotel Paradise.

Dzięki podglądaniu przekraczamy pewną zakazaną granicę, bo przecież od dziecka jesteśmy uczeni, że podglądać innych nam nie wolno. To zainteresowanie drugim człowiekiem, szczególnie jego sferą intymną, jest bardzo ludzkie.

Tak było. Jest. I tak będzie. I jak się okazuje, na podglądaniu można zbić krocie (patrz. wyżej wspomniane programy, portale plotkarskie).

Umówmy się, nie jest to ludzka cecha, z którą lubimy się obnosić. Kiedy jednak mamy możliwość podglądnięcia, a wręcz bezwstydnego zajrzenia do sypialni Rembrandta, Gauguina, Klimta, Schielego, Łempickiej, kiedy mamy możliwość poznania historii ich największych dzieł, a także wstydliwych (aczkolwiek nie tylko) praktyk ówczesnych, nieskorzystanie z tej sposobności byłoby wręcz oburzające.

A podejrzenie ich przez dziurkę od klucza umożliwia nam Marta Motyl, historyczka sztuki współpracująca z artystami, instytucjami kultury, fundacjami, tworząca teksty poświęcone m.in. malarstwu, grafice, rysunkowi.

Niech nie przestraszą Was kompetencje autorki: jej styl sprawia, że eseje są zrozumiałe nawet dla największego laika, który ze sztuką ma do czynienia sporadyczne. To niezwykle merytoryczna praca, którą jednak czyta się jak najlepszą powieść. Nie ma nic wspólnego (w tym pozytywnym znaczeniu) z ociężałymi pracami naukowymi.

Autorka w każdym kolejnym rozdziale zabiera nas w podróż po najważniejszych, obrazoburczych pracach w malarstwie i grafice. Rozpracowuje ich genezę, omawia technikę tworzenia, przybliża sylwetki ich twórców i czasy, w których powstawały, a także pozwala nam niemal naocznie zaobserwować ówczesne reakcje na nie – wręcz słyszymy te pełne oburzenia fuknięcia, krzyki zgorszenia (zaraz po przyjemnym, absolutnie zakazanym, pobudzeniu libido krzykaczy).

To wspaniała, angażująca i nieco pikantna pozycja – a mowa oczywiście o książce 😉

 

 

DLA KOGO

„Sztuka podglądania” to pozycja obowiązkowa nie tylko dla wielbicieli sztuki, choć oczywiście ci powinni mieć ją w swojej biblioteczce bezwzględnie.

Jednak ta książka, pomijam już fakt, że przepięknie wydana, jest prawdziwym rarytasem dla miłośników historycznych smaczków, ciekawostek dotyczących codziennego życia i zwyczajów, także tych wstydliwych, charakterystycznych dla minionych epok.

To skarbnica wiedzy o czasach, w których tworzone były największe dzieła światowego malarstwa czy grafiki, podane z nutą pikanterii, doprawione zmysłową erotyką.

To najbardziej rozpalająca zmysły pozycja o sztuce, z jaką kiedykolwiek miałam do czynienia.

Zaintrygowani?

W takim razie „Sztuka podglądania” autorstwa Marty Motyl jest dla Was.

 

 

 

 

PODSUMOWANIE

Cóż to była za pozycja!

Jaka to perła na rynku wydawniczym!

Wraz z jej pojawieniem się w księgarniach, większość nas nie tylko zyskała gotowy prezent świąteczny dla bliskich nam osób, ale także otrzymała jedną z najrzetelniejszych i najciekawszych pozycji z dziedziny sztuki, jaką kiedykolwiek trzymała w swoich dłoniach.

Nie mogłam się od niej oderwać. Nie tylko zachwyciła mnie jej dopracowana ze wszech miar szata graficzna, ale ta treść!

Wydawać by się mogło, że pozycje o sztuce przytłaczają swoją tematyką, że są skierowane do znawców, miłośników, a my, szaraczki, ze względu na zawiłości językowe, niewiele z nich wyniesiemy.

I tak często bywa. A przecież chodzi o to, by sztuką zarażać, rozkochiwać w niej!

Na szczęście mamy Martę Motyl, która zachwyciła mnie znajomością tematyki, cudownym stylem, w jakim opowiedziała o najważniejszych dziełach malarstwa i grafiki, a przy tym rozpaliła zmysły i niejednokrotnie sprawiła, że na mojej twarzy pojawiły się rumieńce.

„Sztuka podglądania” to perełka, to majstersztyk pod każdym możliwym względem.

Bez względu na zainteresowania – jeśli kochacie czytać, a przy tym erotyka raczej Was uwodzi niż wzbudza oburzenie – ta pozycja MUSI znaleźć się w Waszym domu.

Wspaniała książka!

 

„Sztukę podglądania” w świetnej promocji kupicie TUTAJ.

 

 

 

 

 

 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Lira.

Udostępnij:
To moje miejsce w sieci, mój wirtualny dom przepełniony wszystkim, co kocham. Mam nadzieję, że poczujesz się tu jak u siebie, znajdziesz masę inspiracji, odnajdziesz spokój i niepowtarzalny klimat. I zostaniesz ze mną na dłużej. Rozgość się :) Ściskam, M.

Zacznij pisać i kliknij Enter, aby wyszukać

Shopping Cart