12476189_1175601749146192_1130716426_n
Witajcie Kochani w drugi dzień kalendarzowej wiosny! Nareszcie!
I choć przepadam za zimą – nie jestem bynajmniej fanką upałów, wylegiwania się na słońcu, to zdecydowanie już wiosny potrzebowałam.
Mam dla Was recenzję książki w sam raz na tę porę roku. Jest to w zasadzie poradnik, adresowany głównie do Pań, choć autorka utrzymuje, że np. w krajach azjatyckich, mężczyźni jak najbardziej stosują się do rad zawartych w książce, ale myślę, że kraje zachodnie, a raczej męska część ich obywateli, miałaby jeszcze spore opory przed wprowadzaniem ich w życie 😉
Dziś serwuję bestseller ostatnich tygodni – „Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji” autorstwa Charlotte Cho – ekspertki w dziedzinie koreańskiej pielęgnacji, profesjonalnej kosmetyczki oraz właścicielki sklepu Soko Glam z koreańskimi kosmetykami.
Do tej pozycji przymierzałam się od jakiegoś czasu za sprawą mojej znajomej, która od wielu lat pozostaje wierna koreańskiemu stylowi dbania o skórę, sprowadza nawet kosmetyki z samej Korei, ponieważ mimo tego, że rynek europejski otwiera się na kosmetyki azjatyckich marek, w Polsce w dalszym ciągu są one trudno dostępne. Chciałam dowiedzieć się, o co tak naprawdę chodzi z tym koreańskim fenomenem. Książkę w końcu nabyłam, przeczytałam i muszę przyznać, że… COŚ W TYM JEST 🙂
Przede wszystkim spójrzcie tylko – „Sekrety urody Koreanek” wyglądają jak cukierek. Są totalnie dziewczyńskie. Cudowny pudrowy róż, cukierkowe ilustracje, przejrzysta, lekka grafika. Wyglądają jak koreańskie kosmetyki, które słyną z kolorowych, obłędnych opakowań, bo przecież używamy tych kosmetyków rano i wieczorem. Musimy miło czuć się w ich towarzystwie.
Przejdę teraz do samej treści książki. Jestem pozytywnie zaskoczona 🙂 Przyznam, że o wielu poradach zawartych w poradniku wiedziałam, a jednak na co dzień o nich zapominałam. Autorka wspomina o rzeczach oczywistych, jak codziennie oczyszczanie twarzy, czy złuszczanie od czasu do czasu, wprowadza jednak kilka naprawdę rewolucyjnych, przynajmniej dla mnie porad, jak choćby taką, że w ciągu porannej, czy wieczornej pielęgnacji, twarz oczyszczamy dwukrotnie! Nie rano i wieczorem, a np. rano i… rano, podczas tego samego mycia buzi. Brzmi strasznie? Tak, choćby dla Europejczyków, dla których pielęgnacja ciała to walka, nie zaś rytuał, podczas którego odpoczywamy, relaksujemy się ( o matko moja, depilacja, peelingi…). Dbanie o siebie zakorzenione jest w filozofii azjatyckiej. Jest to rodzaj inwestycji na przyszłość. Koreańczycy wiedzą, że na wszystko trzeba sobie zapracować, są cierpliwi i rytuały dbania o cerę, skórę wysysają z mlekiem matki i praktykują je już od dziecka. Ciekawe dla mnie było zwrócenie przez autorkę uwagi na to, że na Zachodzie popularne są kosmetyki, które mają za zadanie ukryć niedoskonałości: ciężkie, kryjące podkłady, pudry. Ciężko się nie zgodzić. W Korei natomiast zapobiega się problemom zanim się pojawią, leczy! Zdajecie sobie sprawę z tego, że Koreanki praktycznie nie używają pudru? Dla nich najważniejsza jest zdrowa, lekko świetlista cera, nie matowa maska, jaką spotyka się u kobiet w krajach Zachodu. Autorka wie, co pisze, ponieważ sama urodziła się i wychowała w Kalifornii i była typową amerykańską nastolatką. Wyjazd do rodzinnej Korei, kiedy miała 22 lata, zmienił jej życie całkowicie.
Zainteresował mnie również rozdział o filtrach (ponoć najnudniejszy z całej książki, z czym się nie zgodzę). Świetnie opracowany. Poza tym sama jestem przeciwniczką kąpieli słonecznych i używam zawsze mocnego filtru SPF 50 (inwestycja na przyszłość!). Charlotte obala też mit o „zdrowym opalaniu” – coś takiego nie istnieje. Opalenizna to po prostu widoczne uszkodzenie skóry!
Utwierdza mnie również w przekonaniu, niby tak oczywistym, a jednak przez niewielu przestrzeganym, że aby dobrze się czuć, zdrowo wyglądać musimy:
  • pić dużo wody,
  • dobrze się odżywiać,
  • porządnie się wysypiać (minimum 7-8 godzin),
  • ograniczyć stres.
Jedyne, co nie przypadło mi do gustu to zakończenie. Ponad dwadzieścia stron o Seulu. Informacje, które mają się przydać osobom, które planują go zwiedzić. W porządku, zapewne sporo takich osób się znajdzie, jednak jest to poradnik o pielęgnacji i na tych kilkudziesięciu stronach chętnie przeczytałabym jeszcze coś ciekawego na ten temat. Miałam wrażenie, że ta końcówka to zapychacz, żeby książka przekroczyła 200 stron. Ale to taki drobny minus.
Ogólnie jestem pod wrażeniem 🙂 Szczerze tę pozycję polecam właśnie na teraz, na okres wiosenny, kiedy musimy troszkę podleczyć naszą szarą, zmęczoną zimą cerę. Warto!
Wasza Margot
Ocena: 8/10
Autor: Charlotte Cho

Wydawnictwo: Znak
Oprawa: miękka
Liczba stron: 240