IMG_0122
Po intensywnych przeżyciach, jakie zafundowała mi ostatnia przeczytana pozycja, pilnie potrzebowałam czegoś o lżejszym kalibrze, a że kocham kryminały, więc koniecznie musiało to być coś w tym właśnie klimacie.
Nie wiem, czy macie podobne doświadczenia, ale zdarza się, że chodzi za mną jakaś książka. Czasem kilka miesięcy, czasem nawet lat. Nie kupuję jej, bo: a to się nie składa, a to nie mam nastroju, a to akurat „poluję” na coś pilniejszego. Tak właśnie było z „Prawdziwymi morderstwami” Charlaine Harris. Kojarzyłam autorkę głównie z powieści o wampirach, a że za takimi nie przepadam, nie byłam więc do końca do tego zakupu przekonana. Niemniej czytałam opinie, recenzje i miałam wrażenie, że to może być coś w moim guście. Krążyłam wokół tej książki, aż w końcu, za sprawą promocji w jednej z internetowych księgarnii ebookowych w związku z premierą najnowszej części serii, w końcu się na nią skusiłam.
Miejsce: małe miasteczko Lawrenceton w stanie Georgia, przedmieścia Atlanty. Bohaterka: Aurora „Roe” Teagarden, niewysoka (4 stopy i 11 cali) okularnica, niezwykła bibliotekarka, wielbicielka kryminałów i historii dotyczących starych morderstw. Opis zdarzenia: w trakcie comiesięcznego spotkania klubu o (wdzięcznej) nazwie Prawdziwe morderstwa,  zrzeszającego mieszkańców miasteczka pasjonujących się krwawymi zbrodniami sprzed lat,  na którym prelekcje akurat wygłosić ma Aurora,  dokonano straszliwego odkrycia. Jedna z członkiń, tuż przed rozpoczęciem spotkania, odnajduje zmasakrowane ciało uczestniczki, która została zamordowana w sposób do złudzenia przypominający zbrodnię sprzed lat. Dziwnym trafem zbrodnia ta miała być omawiana podczas spotkania. Wszystko wskazuje na to, że morderca kryje się wśród zebranych. Na tym nie koniec. Wkrótce miejsce mają kolejne morderstwa…
Pod wpływem tego przerażającego odkrycia, Aurora (tak, zgadliście, to ona była nieszczęśnicą znajdującą zwłoki) z szarej myszki przemienia się w błyskotliwą, charyzmatyczną, inteligentną panią detektyw. Jej nudne, bezbarwne życie nabiera rozpędu, a wokół niej nieoczekiwanie zaczynają się „kręcić” dwaj mężczyźni: bestsellerowy pisarz kryminałów, przypadkowo wprowadzający się do domu obok (którego właścicielką jest matka Aurory – zwróćcie koniecznie na nią uwagę!) akurat w dniu morderstwa oraz oficer policji, również członek klubu Prawdziwie Morderstwa.
Co do samej bohaterki – pokochałam ją nad życie! To właśnie ona jest najmocniejszą stroną tej książki. Samotna, o niezłomnym charakterze, zbliżająca się do trzydziestki bibliotekarka Roe, córka rozwiedzionych rodziców, przyrodnia siostra sześcioletniego Philipa (doprawdy, oryginalna rodzinka!), napędza te powieść, która sama w sobie jest dosyć lekka i nieskomplikowana. Czyta się ją naprawdę szybko, posiada wszystkie cechy kryminału i uroczy, aczkolwiek niepokojący klimat małego, amerykańskiego miasteczka.
„Prawdziwe morderstwa” w stu procentach  spełniły moje oczekiwania. Zasady były proste. Potrzebowałam lekkiego, klimatycznego kryminału (jest!), z wyrazistą, zabawną główną bohaterką (jest!). Żałuję, że tak długo kazałam tej książce na siebie czekać.
To naprawdę dobry początek serii, czego dowodem jest fakt, że szybciutko kupiłam kolejne części (brakuje tylko najnowszej – nadrobię). Tym razem w wersji papierowej, ponieważ zakochałam się w okładkach tych książek! Będą pięknie prezentowały się na półce 🙂
Podsumowując: zachęcam serdecznie do zapoznania się z przesympatyczną Aurorą Teagarden 🙂 Gwarantuję, że znajomość ta zaowocuje masą niesamowitych zdarzeń, a Wy znajdziecie się w samym ich centrum.
Ocena: 5/6
Autor: Charlaine Harris

Wydawnictwo: Replika, 2012