IMG_0090
Podobno są książki, na które przychodzi w życiu odpowiedni czas, do których trzeba dojrzeć, na które trzeba mieć nastrój. Muszą mieć swój „moment”.
Podczas mojej ostatniej wizyty w rodzinnym domu, na półce w pokoju znalazłam książkę, którą kupilam, kiedy miałam jakieś szesnaście, może siedemnaście lat. W środku była zakładka. Zatrzymałam się na 154 stronie. Nie skończyłam jej. Prawdopodobnie wpadł mi w ręce jakiś tomik dziewiętnastowiecznych, francuskich symbolistów. Kochałam wtedy Rimbauda miłością bezgraniczną 🙂  Po piętnastu latach, kiedy kompletnie o nim zapomniałam, w moje ręce trafił Świat Zofii. Wróciłam z nim do Krakowa. I tak się zaczęło.
Pewnie mało jest moli książkowych, które nie słyszały o tej kultowej już pozycji. Być może nawet nie wypada mi wspominać, że tak naprawdę przeczytałam ją po raz pierwszy w wieku trzydziestu jeden lat. Ale jak pisałam na samym początku – do pewnych książek trzeba dorosnąć 🙂 Teraz nadszedł jej czas.
Muszę przyznać, że pewnie nieprędko bym się za nią zabrała, gdyby nie krótkie choróbsko, które mnie ostatnio zmogło. Leżałam całymi dniami w łóżku i trochę od niechcenia sięgnęłam po Świat Zofii. Przekartkowałam kilka razy, poczytałam pojedyncze, wyrwane z kontekstu zdania. I tak jakoś… Zaczęłam ją czytać od początku, na nowo. Skończyłam wczoraj.
Już dawno żadna książka nie była dla mnie tak intelektualnym przeżyciem. Ale może od początku.
„W  czasie dorastania tracimy zdolność do dziwienia się światem”.
Zofia Amundsen, kilka tygodni przed swoimi piętnastymi urodzinami, otrzymuje list od tajemniczego Nauczyciela. Ten dzień zmienia jej życie na zawsze. Korespondencja staje się przepustką do świata filozofii, przez który prowadzi Zofię nieznajomy. Ma on swoją misję: ochronić główną bohaterkę (czy aby na pewno główną?) przez skostnieniem, znieczulicą wieku dorosłego. Przedzierając się przez karty powieści, razem z Zofią niemal osobiście podróżujemy przez czasy antyczne, średniowiecze, renesans, barok, aż do czasów współczesnych. Język jest bardzo prosty, nie sposób nie zrozumieć, o co tutaj chodzi, mimo tego, że filozofia sama w sobie jest tematyką trudną i zawiłą. Nie sugerujcie się również prostą fabułą. Nic bardziej mylnego! Pozycja niesamowicie zakręcona 🙂 Nic w niej nie jest takie, jakie się wydaje na pierwszy rzut oka. Nie chcę zdradzać nic więcej, ponieważ trzon fabuły nie jest rozbudowany i musiałabym niestety wyjawić za dużo, a strasznie się pilnuję, żeby nie zepsuć Wam zabawy przy tej cudownej książce.
Myślę, że w wieku pietnastu lat mogłabym Świata Zofii nie zrozumieć. Może inaczej. Nie umiałabym dostrzec jego wyjątkowości. Naprawdę, nie ma sensu rozwlekać się z recenzją. To książka, która dosłownie zmienia życie. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich: od dzieci po starców, bez względu na narodowość, wykształcenie. Dla tych, którzy dostrzegają w życiu troszkę więcej, niż czubek własnego nosa. Którzy, być może, zapomnieli o pierwiastku dzieciecym, tkwiącym gdzieś głęboko w nas. Uśpionym. Gwarantuję, że po tej książce zachwycicie się światem na nowo. Zupełnie jak małe dziecko 🙂
Nie ma słów, które oddadzą emocje po zamknięciu ostatniej strony. MUSICIE TO PRZECZYTAĆ.
Ocena: 6/6

Autor: Jostein Gaarder
Wydawnictwo: Jacek Santorski & Co, 1995