„Dziewczyna mojego męża” – Anna Szczypczyńska

„Dziewczyna mojego męża” – Anna Szczypczyńska

 

 

„Dziewczyna mojego męża”

 

Autorka: Anna Szczypczyńska
Gatunek: powieść obyczajowa
Wydawnictwo: Luna
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Liczba stron: 288
Cena rynkowa: 39,90 zł
PREMIERA: 15.06.2022 r.

Ocena: 8/10

 

 

Oto pozycja bardzo w stylu Lady Margot.

Mądra.

Życiowa.

Błyskotliwa.

Okraszona wyrafinowanym humorem.

Z przyjemnością podpisałam się pod nią swoim nazwiskiem, ogromnie Wam ją polecając.
Do nowej powieści cudownej Ani Szczypczyńskiej, mam bardzo osobisty stosunek: sama zbliżam się do czterdziestki, sama jestem w kilkunastoletnim związku, o który niejeden raz musiałam zadbać, zawalczyć.

Wierzę, że „Dziewczyna mojego męża” skłoni Was do rozważań nad życiem, nad relacją z partnerem/partnerką.

I dokona tego w pięknym stylu.

Jak na Anię Szczypczyńską przystało.

Przeczytajcie, dlaczego tak uważam.

 

 

* * *

 

 

POSTACI

Lucyna – żona z 20-letnim stażem małżeńskim.

Tomasz – mąż Lucyny.

Ida – córka głównych bohaterów.

Lorenzo – przyjaciel Tomasza z Toskanii, który bierze ślub.

Kuba – partner Lucyny.

Jaśmina – partnerka Tomasza.

Paweł – przyjaciel Lucyny.

 

FABUŁA

Lucyna i Tomasz po dwudziestu latach wspólnego życia postanawiają się rozstać. Powód wydaje się oczywisty: zmienili się, chcą innych rzeczy, a namiętność, która lata temu zbliżyła ich do siebie, całkowicie wygasła. Do tego ich córka dorosła i wyfrunęła z domu na zagraniczną uczelnię.

Trudno o lepszy moment na zmiany!

Początkowo nowo obrana droga wydaje się bajeczna – Lucyna i Tomasz wchodzą w związki i korzystają z życia. Jednak pewnego dnia na ich mailowe skrzynki przychodzi wiadomość, która wszystko zmienia – zaproszenie na wesele wspólnego znajomego, które odbędzie się we Włoszech nad jeziorem Garda. Brzmi wspaniale, dopóki Tomasz nie zaproponuje, by pojechali na nie we czwórkę: Lucyna ze swoim partnerem, on ze swoją dziewczyną. „Wreszcie mogłabyś ją poznać!”. Tylko czy Lucyna jest na to gotowa? Czy chce poznać dziewczynę swojego męża?
To dopiero początek perypetii, bo wśród malowniczych krajobrazów, przy śpiewie cykad i smaku włoskiego wina, bohaterowie będą musieli się zmierzyć z wieloma problemami.

Dziewczyna mojego męża to lekka opowieść o tym, jak z pozoru niewinne kłamstewka mogą skomplikować życie, ale przede wszystkim zepsuć relacje z tymi, na których najbardziej nam zależy.

 

 

DLA KOGO

Długo zastanawiałam się, komu polecić „Dziewczynę mojego męża”.

Bardzo chciałabym, by była to książka dla każdej kobiety. Ogromnie.

Jednak, kiedy przeczytałam część opinii na temat tej pozycji, dotarło do mnie, jak wiele osób nie zrozumiało do końca tej historii. Wiecie z jakiego powodu?

Z powodu wieku. Z powodu doświadczeń życiowych takich, a nie innych.

Najnowsza pozycja Ani Szczypczyńskiej to niezwykle mądra (!), napisana z lekkością historia dla kobiet dojrzałych, mężatek, kobiet w długoletnich związkach. Kobiet 35+, może nawet 40+. To wręcz pochwała dojrzałej kobiecości.

Tak bardzo brakowało mi podobnej książki na rynku wydawniczym. Cieszę się, że akurat Ania podjęła się tego trudnego tematu, jakim jest wygaśnięcie namiętności w związku, potrzeby, także seksualne, kobiet dojrzałych, ponieważ zrobiła to w cudownym stylu.

Jeśli więc czujecie, że to Wy jesteście adresatkami „Dziewczyny mojego męża”, zapewne macie rację.

A mnie nie pozostaje nic innego, jak życzyć Wam cudownej, pełnej inspiracji lektury!

 

PODSUMOWANIE

Przed Wami pozycja, jaką pragnęłaby przeczytać każda kobieta (i nie tylko), która trwa w dojrzałym, kilkunasto-, kilkudziesięcioletnim związku, kiedy to po motylach w brzuchu zostały tylko wspomnienia, a ekscytacja na myśl o ukochanym, zamieniła się w troskę i przyzwyczajenie, zaś namiętność zastąpiła rutyna i poczucie obowiązku.

Ania Szczypczyńska potrafi pięknie i mądrze pisać o ważkich kwestiach, o niełatwych damsko-męskich relacjach, nadając im przy tym lekkości i traktując o nich w sposób „zjadliwy”, bez nadmiernej egzaltacji, okraszając wyszukanym humorem.

Taka jest również najnowsza powieść autorki, „Dziewczyna mojego męża”, w której to wikła swoich zmęczonych dwudziestoletnim stażem małżeńskim bohaterów, w… nowe związki mające być remedium na małżeńską stagnację! 

Wyobrażacie to sobie? 

Męczy Was rutyna i brak fajerwerków w długoletnim związku? Żadne próby nie są w stanie wskrzesić ognia? Dogadajcie się między sobą, dajcie sobie przestrzeń i… wstąpcie w nowe związki!

To oczywiście eksperyment fabularny, świetny, moim zdaniem, pomysł na oryginalną historię. Okazał się jednak pretekstem do poruszenia niezwykle ważnego tematu, kwestii, która dotyczy niemalże wszystkich dojrzałych związków – wygaśnięcia namiętności.

Ogromnie szanuję Anię za to, że pochyliła się nad potrzebami kobiet dojrzałych, kobiet po czterdziestym roku życia i dała im prawo do czerpania radości z cielesności, z seksualności, które to tak często im się społecznie odbiera. To przecież już nie ten „target”. Nie dla nich zmysłowa bielizna, erotyczne zabawki. Nie dla nich nowi partnerzy, a już, nie daj Boże, młodsi! 

Wisienką na torcie i pretekstem do zabrania „Dziewczyny mojego męża” na wakacyjny wyjazd, jest fakt, że większość historii rozgrywa się nad bajecznym Jeziorem Garda!

Obowiązkowa lektura dla każdej dojrzałej kobiety.

Ogromnie polecam!

 

***

 

„Dziewczynę mojego męża”, w świetnej cenie promocyjnej, kupicie TUTAJ.

 

 

 

 

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu Luna.

Udostępnij:
To moje miejsce w sieci, mój wirtualny dom przepełniony wszystkim, co kocham. Mam nadzieję, że poczujesz się tu jak u siebie, znajdziesz masę inspiracji, odnajdziesz spokój i niepowtarzalny klimat. I zostaniesz ze mną na dłużej.Rozgość się :)Ściskam, M.

Zacznij pisać i kliknij Enter, aby wyszukać

Shopping Cart