13335472_1223583861014647_1658651550_n
Witajcie Kochani!
Dzisiaj przygotowałam dla Was recenzję naprawdę cudownej książki ♥ To pozycja, po której kompletnie nie spodziewałam się aż takich fajerwerków. Dawno żadna książka tak pozytywnie mnie nie zaskoczyła.
Kiedy odebrałam e-mail z wydawnictwa Helion z propozycją zrecenzowania „Oblubienic wojny” Helen Bryan, mimo zapewnień wydawcy, że książka jest prawdziwym fenomenem, że już zbiera bardzo pozytywne przedpremierowe recenzje, zgodziłam się, choć nie byłam do końca przekonana. Lubię tematykę wojenną, owszem, jednak jestem sceptycznie nastawiona do pozycji, które są usilnie promowane, co do których wydawnictwa zapewniają nas, że mamy do czynienia z wydawniczymi fenomenami. Wielokrotnie się rozczarowałam. Jednak skoro był to egzemplarz bezpłatny, to dlaczego nie?
Kiedy otworzyłam paczkę uderzyła mnie w oczy, przyznajmy sobie, średnio urodziwa okładka, ale jestem już przyzwyczajona do tego, że okładki polskich wydań pozostawiają dużo do życzenia. Książkę odłożyłam na półkę, żeby swoje odleżała, bo akurat miałam coś ciekawszego do czytania. W końcu postanowiłam zabrać ją na majowy długi weekend.
I cóż to był za weekend!
Mówiąc krótko: „Oblubienice wojny” mnie zachwyciły! Przeczytałam książkę w dwa dni i poczułam autentyczny smutek, kiedy dotarłam do końca historii.
Ale do rzeczy.
Mamy tutaj historię pięciu kobiet: Alice, Elsie, Tanni, Evangeline i Frances, które los umieścił w małej malowniczej wiosce Crowmarsh Priors, w Sussex, w południowo-wschodniej Anglii w przededniu wybuchu II wojny światowej. Każda z nich jest inna, każda pochodzi z innego środowiska, dwie z nich z innych krajów, a nawet kontynentu! Są wśród nich arystokratki, chłopczyca, dziewczyna z londyńskich nizin społecznych oraz porzucona przez narzeczonego i stłamszona przez matkę nieszczęśnica. Na pierwszy rzut oka nie łączy je ze sobą nic, jednak wkrótce wybucha wojna, która wpłynie na ich losy, połączy je ze sobą we wspólnej walce z przeciwnościami, kiedy mężczyźni wyjadą walczyć na froncie i to na ich barki spadną sprawy, które do tej pory przeznaczone były dla mężczyzn, by w końcu połączyć wielką przyjaźnią, która przetrwa mimo upływu lat. Kiedy po pięćdziesięciu latach cztery z nich spotykają się ponownie w Crowmarsh Priors jako „wojenne panny młode”, by pozornie uczcić pięćdziesięciolecie zakończenia wojny, tak naprawdę spotykają się, by pomścić niewinną śmierć jednej z nich. Jak więc widzimy, jest tu również trzymający w napięciu wątek sensacyjny. Są miłości, te spełnione i te z dramatycznym zakończeniem, jest miejsce na radość i łzy. Jednak tu już mogę Wam za dużo zdradzić, więc na tym poprzestanę 🙂
Nie wiem, co takiego ma w sobie ta książka, że porwała mnie i nie puściła przez dwa dni. Byłam jej totalną zakładniczką, do tego stopnia, że robiłam przerwy jedynie na jedzenie i toaletę. Historia wielkiej przyjaźni, która zrodziła się w dramatycznych okolicznościach, klimat, bohaterowie i ich perypetie – to wszystko złożyło się na cudowną powieść, bardzo zresztą osobistą dla autorki, urodzonej jako dziecko „powojenne”, której rodzice (zarówno matka, jak i ojciec) służyli w armii Stanów Zjednoczonych. Napisanie „Oblubienic wojny” potraktowała również jako rozprawienie się z historią, ze zdrajcą, postacią rzeczywistą, niejakim Manfredem, który był odpowiedzialny za śmierć tysięcy osób, gdyż jako kolaborant spiskował z Niemcami donosząc w raportach o stanie pogody, by umożliwić bombowcom nawigację i bombardowanie Anglii. Nigdy nie zdołano go schwytać i ukarać. Na szczęście wyobraźnia pozwala nam na więcej, co autorka skrupulatnie wykorzystała 😉
Jako że założeniem mojego bloga jest „krótko i na temat”, nie zdradzę Wam nic więcej 🙂 Jednak po prostu MUSZĘ z całych sił zachęcić Was do przeczytania tej pozycji, bynajmniej nie dlatego, że książkę otrzymałam w ramach współpracy z wydawnictwem. Nigdy w życiu nie poleciłabym książki, która najnormalniej w świecie nie przypadła mi do gustu. Po prostu jestem tą pozycją zachwycona i oczarowana!
Żałuję tylko, że nie ma pięknej, twardej oprawy, która pozwoliłaby zwrócić na nią uwagę w księgarniach. Dlatego czuję niemal misję promowania jej, ponieważ przeżyjecie przy niej cudowne chwile, to Wam gwarantuję 🙂 Uwielbiam takie miłe, czytelnicze zaskoczenia, kiedy z pozoru niczym nie wyróżniająca się książka sprawia, że nie możecie się o niej oderwać i zastanawiacie, dlaczego pozwoliliście jej tak długo na siebie czekać.
CUDO!
Biegnijcie do księgarń 2. czerwca!
Wasza Margot
Ocena: 8/10
Autor: Helen Bryan
Wydawnictwo: Editio/Helion
Oprawa: miękka
Liczba stron: 408
Rok wydania: 2016