Współpraca z wydawnictwem – jak zacząć i co warto wiedzieć, by otrzymywać atrakcyjne propozycje?

 

Byłam pewna, że na ten temat powiedziano i napisano już wszystko. Jak się jednak okazuje, wciąż istnieje ogromne zapotrzebowanie na wpis dotyczący zawierania współprac recenzenckich z wydawnictwami. Nigdy nie miałam okazji, żeby opowiedzieć Wam, jak wyglądała moja historia, tak więc mam nadzieję, że na jej przykładzie wyjaśnię Wam, jak działać, by zostać zauważonym, a także, jak utrzymać status recenzenta, ponieważ to już zupełnie inna bajka – niczego nie otrzymujemy raz na zawsze i to, że mieliśmy okazję zrecenzować kilka pozycji, nie oznacza, że nagle nie przestaniemy być zauważani.

Tak więc, do roboty 🙂

 

MOJA HISTORIA

Przyznam się, że od momentu, w którym kilka lat temu dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak recenzowanie książek przez blogerów, marzyłam, by móc to robić. Czytanie i pisanie o książkach, kocham nad życie. Instagram nie był jeszcze szerzej znany, posiadałam jedynie konto na Facebooku, prowadziłam jednak kilka fanpage’ów, w tym choćby pisarza, Zygmunta Miłoszewskiego. Zawsze wokół tej literatury nieporadnie się kręciłam. W końcu nadszedł czas na założenie bloga i… jak się okazało, to nie wystarczyło, by móc recenzować książki. Mimo, że napisałam do kilku wydawnictw, przedstawiając moje dotychczasowe recenzje, to albo nie otrzymałam odpowiedzi, albo obiecano mi książkę, która nigdy do mnie nie dotarła. Nie oszukujmy się. Start miałam kiepski i szybko się poddałam. Przełomem było założenie trzy lata temu profilu na Instagramie. Był to prywatny profil pod nie pamiętam już w tej chwili, jaką nazwą. Zrobiłam to odrobinę z przekory, bo pokazać mojemu partnerowi, który fascynował się wówczas IG, że jest to totalnie bezsensowne działanie, ponieważ jaki jest sens zakładania konta na portalu, na którym publikuje się wyłącznie zdjęcia, skoro to samo można robić na wspaniałym Facebooku? Początkowo publikowałam zdjęcia z podróży, kilka moich fotek, nic specjalnego. Nie mogłam się wkręcić. Jednak któregoś wieczoru zrobiłam zdjęcie książce, którą aktualnie czytałam i… nigdy jej nie zapomnę, bo to od niej wszystko się zaczęło. Były to „Księżyce Jowisza” Alice Munro. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, okazało się, że było to najliczniej „lajkowane” zdjęcie. Kilkanaście osób mnie zaobserwowało, ktoś tam coś napisał. Byłam w szoku! Postanowiłam publikować zdjęcia książek, które aktualnie czytałam. Nie pisałam recenzji. Po prostu robiłam zdjęcie i dzieliłam się nim z innymi. I to był punkt zwrotny. Dwa lata temu nie istniało tak wiele kont bookstagramowych. Była nas garstka, wszyscy zaczynaliśmy, badaliśmy teren. Niech to Was jednak nie zniechęca, ponieważ i obecnie można się wybić, trzeba tylko przestrzegać kilku zasad 🙂

Nie myślcie jednak, że wtedy już posypały się na mnie propozycje współprac z wydawnictwami. Nic z tych rzeczy. Także wydawnictwa nie do końca wiedziały, co się z czym je. Nie zdawały sobie sprawy z tego, jak Instagram się rozwinie, jak świetną promocją będzie podarowanie egzemplarza recenzenckiego dobrze zapowiadającemu się bookstagramerowi, blogerowi. Pierwszą współpracę miałam późno, bo po osiągnięciu przeze mnie liczby 2 tysięcy obserwatorów, których „zbierałam” półtora roku. Teraz odbywa się to znacznie szybciej. Z moich obserwacji wynika, że wystarczy ich zgromadzić kilkaset. W moim przypadku to wydawnictwo odezwało się pierwsze i jak dziś pamiętam, że było to Wydawnictwo Replika, do którego chyba już zawsze będę miała sentyment 🙂 W chwili obecnej, choć z góry przepraszam, że nieskromnie to zabrzmi, współpracuję  już praktycznie z każdym większym, ale nie tylko, wydawnictwem. To ogromne szczęście. Mam również możliwość wybierania tego, co chcę czytać, nie musząc obawiać się, że jeśli odmówię współpracy przy konkretnym tytule, wydawnictwo już nigdy się do mnie nie odezwie. Mam ulubione wydawnictwa, mam nawet ulubionych pracowników wydawnictw, z którymi wspaniale mi się współpracuje i kiedy odzywają się do mnie z jakąś książkową propozycją, mam wrażenie, że pisze do mnie stary znajomy 🙂 Muszę Wam przyznać, że przez całą moją blogową, bookstagramową działalność, jeden jedyny raz to ja zgłosiłam się do wydawnictwa z pytaniem o możliwość współpracy przy danym tytule. Zdarzyło się to przy okazji premiery powieści Guillaume Musso, „Dziewczyna z Brooklynu”. Nie oznacza to jednak, że macie siedzieć cichutko i czekać, aż ktoś się do Was odezwie. Tak jak wspomniałam, teraz trudniej jest zostać zauważonym, a samodzielne wychodzenie z inicjatywą to jedna z bardzo skutecznych metod zawierania długoterminowych współprac 🙂 I właśnie teraz zajmiemy się tą kwestią.

 

 

JAK ZOSTAĆ ZAUWAŻONYM?

Wyszczególniłam dla Was w podpunktach podstawowe zasady, których, według mnie, powinniście przestrzegać, jeśli chcecie być atrakcyjni nie tylko dla obserwatorów, ale i wydawnictw, bacznie nam wszystkim się przyglądających 🙂

 

  1. Publikuj systematycznie. To według mnie najważniejsza zasada. Obserwatorzy przyzwyczajają się do nas. I wymagają. Jeśli publikujecie od święta, stajecie się nudni, przewidywalni, a obserwatorzy czują, że Wam nie zależy, że się nie przykładacie, nie czują od Was pasji, która tak przyciąga. Jeśli lubicie to, co robicie, jeśli chcecie być atrakcyjni dla wydawnictw, dla osób, które wokół Was się zgromadziły, okażcie im szacunek – publikujcie przynajmniej co drugi dzień, bądźcie aktywni, dajcie się poznać. Bycie recenzentem to poważne zajęcie i tak je traktujcie.
  2. Stwórz własny, rozpoznawalny na pierwszy rzut oka, styl. Ważne jest, by być „jakimś”. Znajdźcie sposób na wyrażenie siebie. Świetnym przykładem jest Anita z Book Reviews. Jej czerwona szminka, okulary, „paplando” czyli szybkie mówienie przy ogromie przekazywanej treści to coś, co sprawia, że nigdy jej nie zapomnicie, bez względu czy ją polubicie, czy też nie 😀 Ja wybrałam dla siebie najbardziej bliski mi, romantyczny, kwiecisty styl, który staram się przemycać także na swoich zdjęciach. Któregoś dnia zaczęłam się zastanawiać, jaka jestem. Zapytałam o to bliskich. I tak zrodziła się Lady Margot.
  3. Przyłóż się do jakości publikowanych zdjęć. Nawet, jeśli nie macie świetnego sprzętu do pstrykania fotek, nic nie stoi na przeszkodzie temu, byście unikali sztucznego światła, starali się układać miłe dla oka, przejrzyste kompozycje. Przemyćcie na zdjęciach siebie, swój charakter. W tej chwili, przy tak dużej konkurencji, nie ma już miejsca na bylejakość i „strzelanie” zdjęcia na nodze. Taka jest brutalna prawda. Kiedy zaczynałam działać na Instagramie, kładłam po prostu książkę na kanapie i robiłam jej zdjęcie. Teraz takie zagrania nie mają racji bytu. Przed Wami trudne wyzwanie, ale i więcej możliwości. Pamiętajcie, ja pierwszą współpracę otrzymałam po zebraniu 2 tysięcy obserwatorów. Wam w tej chwili wystarczy mniej niż połowa tej liczby 🙂
  4. Interesujące i rzetelne opisy pod zdjęciami. Instagram, a szczególnie bookstagram, to już nie tylko zdjęcia. To teraz ogrom treści. Nie zainteresujecie obserwatora, wydawcy, jeżeli będziecie publikować same zdjęcia, a jeśli na dodatek będą kiepskie, to już naprawdę źle. Nie musicie posiadać bloga, jeśli marzycie o pisaniu recenzji. W tej chwili w zupełności wystarczy Wam Instagram. Ja oczywiście zachęcam ogromnie do założenia bloga i pisania, pisania i jeszcze raz pisania. Nie jest prawdą, że styl się nie liczy i teraz recenzować może każdy. Jeśli zależy Wam na naprawdę dobrych pozycjach, musicie umieć dobrze pisać. Dlatego piszcie przy każdej możliwej okazji, ćwiczcie. Teksty pod zdjęciami są znakomitą szkołą 🙂 Pomyślcie także, że Wasze teksty na Instagramie to wasza wizytówka. To Wasze CV, które czytają wydawnictwa.

 

ZANIM ROZPOCZNIESZ WSPÓŁPRACĘ RECENZENCKĄ

  1. Publikuj recenzje przeczytanych przez siebie książek. Zanim wydawnictwa zdecydują się na powierzenie wam zrecenzowania danej pozycji, będą sprawdzały, co czytacie, jakie gatunki i znowu – jak piszecie i czy w ogóle piszecie, dlatego tak ważne są wspomniane wcześniej opisy pod zdjęciami.
  2. Napisz pierwszy. Jeśli czujecie się już na tyle kompetentni, by móc recenzować książki, a nadal czekacie na propozycje (ach, tak konkurencja 🙂 ), napiszcie do wydawnictw pierwsi:
    – przedstawcie się,
    – zaprezentujcie próbkę umiejętności (możecie przesłać link do przykładowej recenzji),
    – napiszcie, dlaczego Waszym zdaniem, dana pozycja powinna trafić w Wasze ręce (ulubiony gatunek, pisarz, itp.),
    – nigdy nie wysyłajcie masowo wiadomości na zasadzie „kopiuj, wklej”. To czuć, uwierzcie mi. Za każdym razem postarajcie się napisać coś od siebie, kulturalnie i z poszanowaniem zasad językowych (ortografy to zło!).

 

W JAKI SPOSÓB WYWIĄZAĆ SIĘ ZE WSPÓŁPRACY?

Stało się! Nareszcie w wasze ręce trafiła upragniona pozycja recenzencka. Jak sprawić, by wydawnictwa nie zakończyły znajomości z wami po tej jednej lub kilku książkach, a zbudowały dobrą relację i stałą współpracę? Oto moje spostrzeżenia 🙂

  1. Wywiązuj się z obowiązków. Przy pierwszych współpracach wydawnictwa przeważnie podają wam czas na opublikowanie recenzji. Trzymajcie się terminu. Jeszcze przyjdzie moment, w którym będziecie mogli działać według własnych zasad, jednak zawsze musicie działać w sposób profesjonalny. Publikowanie recenzji książki, która miesiąc temu miała premierę? Troszkę słabo. No chyba, że jesteście tak zawaleni pracą…
  2. Po zakończeniu współpracy przy konkretnej pozycji, wyślij do wydawnictwa maila ze wszystkimi linkami dotyczącymi publikacji na temat książki. Przykładowo, ja publikuję recenzje na swoim blogu, portalu Lubimy Czytać, a także często na stronie empik.com. Dodatkowo robię zdjęcie, które umieszczam na Instagramie. Po zakończeniu współpracy wysyłam do osoby, z którą się kontaktowałam, wiadomość z podsumowaniem, zawierającym właśnie wspomniane linki.
  3. Zostaw po sobie dobre wrażenie. Ponieważ z wydawnictwami kontaktujemy się głównie drogą elektroniczną, pamiętajmy, by zrobić dobre wrażenie. Niedopuszczalne są błędy ortograficzne, stylistyczne, luzacki ton (no chyba, że jesteście już w tak luźnej relacji z pracownikiem wydawnictwa, choć myślę, że w początkowych kontaktach raczej nie jest to możliwe).

 

I to tyle, Kochani 🙂 Taka „polecajka” w pigułce, napisana na podstawie moich własnych doświadczeń. Jeśli już nawiążecie pierwsze współprace, dalej będzie z górki. Zmodyfikują się odrobinę niektóre punkty, kontakty  wydawcami nie będę tak bardzo formalne. Sami zobaczycie 🙂 Dajcie znać, czy choć odrobinę pomogłam Wam tym artykułem 🙂

Ja natomiast z całego serca trzymam za Was kciuki i życzę samym wspaniałych egzemplarzy recenzenckich.

 

Wasza Margot

 

Udostępnij:
To moje miejsce w sieci, mój wirtualny dom przepełniony wszystkim, co kocham. Mam nadzieję, że poczujesz się tu jak u siebie, znajdziesz masę inspiracji, odnajdziesz spokój i niepowtarzalny klimat. I zostaniesz ze mną na dłużej. Rozgość się :) Ściskam, M.

Zacznij pisać i kliknij Enter, aby wyszukać

Shopping Cart