12968551_1191518667554500_1755042223_n
Witajcie Kochani!
Dziś pędzę do Was z weekendowym postem z serii „Z prywatnej biblioteczki”. Na tapetę tym razem wzięłam moje ulubione, ukochane, najwspanialsze ze wszystkich książki. Pewnie zebrałoby się ich dużo więcej, gdyby nie to, że spora część została w moim rodzinnym domu. Na całe szczęście, bo pewnie bym w nich już do tej pory utonęła! Książki, które tu zebrałam to pozycje, do których wracam, a ogólnie rzadko mi się to zdarza. Dla tych perełek, robię wyjątek ♥
    1. Przede wszystkim nie mogło tu zabraknąć serii o Harrym Potterze. To mój absolutny numer jeden. Do Harry’ego, mimo tego, że już mam swoje lata, wracam systematycznie mniej więcej co dwa, trzy lata w okresie Świat Bożego Narodzenia. Czytam wszystkie części, jedna po drugiej i w dalszym ciągu towarzyszą mi przy tym te same emocje, jak wtedy kiedy brałam do ręki tę serię po raz pierwszy. Absolutny wydawniczy fenomen wszechczasów.
      Niedawno ukazało się nowe wydanie „Harry’ego Pottera i kamienia filozoficznego” z przepięknymi ilustracjami Jima Kaya, a już w listopadzie premierę będzie miała kolejna część – „Harry Potter i komnata tajemnic”. Nie mogę się doczekać! Popatrzcie tylko na te ilustracje.
    2. W tym zestawieniu musi znaleźć się miejsce na najgłośniejszą powieść Sue Monk Kidd – „Sekretne życie pszczół”. To pozycja, która zmiotła mnie z nóg. Niesamowicie ciepła, mądra powieść o sile kobiecej przyjaźni. Jeśli kiedykolwiek miałabym wskazać książkę idealną, byłoby nią z całą pewnością „Sekretne życie pszczół”.
    3. Czy jest na świecie ktokolwiek, kto nie słyszałby o Margaret Mitchell i jej słynnej powieści „Przeminęło z wiatrem”, przynajmniej ze słyszenia? Toż to najromantyczniejsza powieść wszechczasów! Nie jestem fanką książek o miłości, jednak nie byłam w stanie nie zakochać się w najbardziej charyzmatycznej bohaterce książkowej, jaką jest Scarlett O’Hara. Uwielbiam, ubóstwiam ją z całego serca. I tu fenomen: film jest równie cudowny jak pierwowzór książkowy, a przykłady podobne mogłabym policzyć na palcach jednej ręki.
    4. No dobra, moi Drodzy, zarzekałam się, że nie czytam książek o miłości, a tutaj taka niespodzianka! Kolejne miejsce i… książki o miłości! Wybaczcie, kocham absolutnie wszystkie powieści Jane Austen! Nie muszę ich tutaj przedstawiać. Jestem pewna, że każda z Was, sięgnęła po przynajmniej jedną pozycję Autorki. To niekwestionowana klasyka romansu, która posiadają w sobie tyle uroku i inteligencji, że ze świecą w ręku szukać podobnych, napisanych w czasach nam współczesnych. I na dodatek to przepiękne wydanie z wydawnictwa Świat Książki… Mimo tego, że mam już w swojej kolekcji wszystkie książki Jane Austen, kupiłam je po raz kolejny tylko dla tych wydań ♥
    5. Jakiś czas temu było dosyć głośno o tej książce. Czytając opis na okładce, nie za bardzo wiedziałam, czego się po niej powieści spodziewać. „Magiczne lata” nie są bowiem ani kryminałem, ani thrillerem, ani nawet powieścią fantasy. Kręciłam nad nią nosem, aż któregoś pięknego dnia dostałam ją w prezencie. Zaintrygowana szumem wokół niej i cudną okładką (tak, oceniam książki po okładce), zabrałam się za czytanie. I przepadłam. Wspaniała powieść o dojrzewaniu. Ponoć nawet najwspanialsza powieść o dojrzewaniu naszych czasów, jak zapewnia na okładce Robert Ziębiński z Newsweeka. Książka, przy której wzruszałam się przypominając sobie słodkie lata mojego dzieciństwa. Napiszę krótko: to książka, która TRZEBA PRZECZYTAĆ. Bez dwóch zdań.
    6. Czy ktoś jeszcze pamięta Michaela Fabera i jego najgłośniejszą powieść „Szkarłatny płatek i biały”? Wiem, że nie tak dawno ukazała się jego najnowsza powieść, jednak po wyżej wymienionej pozycji żadna z jego książek nie była już tak doceniana przez krytyków. Historia osiemnastoletniej prostytutki Sugar rozgrywająca się w wiktoriańskim Londynie do tej pory (mimo że czytałam ją jakieś piętnaście lat temu), kiedy ktoś pyta mnie o ulubioną książkę, wymieniana jest przeze mnie na jednym wydechu, bez zastanowienia, jako mój numer jeden (przepraszam, Harry). Nie potrafię wyrazić słowami wrażenia, jakie na mnie ta powieść wywarła. Przywiozłam ją ze sobą do nowego miejsca zamieszkania, ponieważ bez niej moja biblioteczka byłaby niekompletna. Proszę, przeczytajcie 🙂
  1. „Jedz, módl się, kochaj” autorstwa Elizabeth Gilbert to książka, którą… naprawdę nie pamiętam, ile razy czytałam. Uwielbiam do niej wracać, uwielbiam także film, który na jej podstawie nakręcono. Zawsze, kiedy mam gorszy dzień włączam go sobie i urządzam tzw. wieczory zen. Powieść życiowa, świetnie napisana, trafiająca w samo sedno. Obdarowałam tą powieścią kilka bliskich mi osób i każda z nich była tak samo zachwycona, jak ja (hm, albo nie chcieli mi zrobić przykrości).  Kocham!
  2. Na koniec, choć na pewno nie ostatnia, książka Pauliny Młynarskiej „Poradnik na błędach”, którą dosłownie tydzień temu skończyłam czytać (a raczej pochłonęłam w ciągu dwudziestu czterech godzin). Wspaniały motywator, dzięki któremu już podjęłam kilka ważnych decyzji, a także zmobilizowałam się do działania. To był porządny kop w tyłek, a przy okazji naprawdę pozytywna lektura. Leży przy moim łóżku i od czasu do czasu ją sobie kartkuję, żeby małego kopa znowu sobie zaserwować 🙂
To by było na tyle, jeżeli chodzi o moje ukochane książki. Tak jak wspomniałam, w rodzinnym domu mam ich dużo więcej i postaram się w najbliższym czasie zrobić post ich właśnie dotyczący.
Dajcie, proszę, znać, jakie są Wasze ulubione książki, bez których nie ruszylibyście się na Bezludną Wyspę 🙂 Mam nadzieję, że znajdę wśród  nich kolejne pozycje do przeczytania.
Udanego weekendu, Kochani! ♥
Wasza Margot